Oskarżeni nie przyznają się do winy. Za nikłą gratyfikację finansową, jaką otrzymali od jednego klienta za doradztwo inwestycyjne za pośrednictwem internetu, grozi im grzywna, która jest 55 tys. razy większa od pobranego wynagrodzenia.

Rozpoczęli działalność w 2002 r., zakładając na jednym z portali stronę internetową. Za 30 lub 40 zł miesięcznie oferowali komentarz giełdowy oraz sygnały kupna dla kontraktów terminowych i akcji. Materiały były przesyłane pocztą elektroniczną. Nie ustaliliśmy, jaka była "wartość dodana" zaleceń kupna.

Działalność quasi-doradcza trwała zaledwie pół roku. W tym czasie Komisja Papierów Wartościowych i Giełd przesłała zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura za pomocą jednej z firm prowadzących portale namierzyła obu panów. Z kolei policja przy pomocy kolejnej spółki prowadzącej konta pocztowe zidentyfikowała jedynego klienta obu oskarżonych, który potwierdził, że otrzymywał materiały od internetowych doradców inwestycyjnych. Przez 3 miesiące wysłał im przelewem pocztowym łącznie 90 zł. n SLI

Komentarz

Szkoda, że tak udana współpraca policji, prokuratury oraz firm informatycznych służyła do namierzenia i oskarżenia osób, których wina jest niewielka i wynika pewnie z nieznajomości Prawa o publicznym obrocie papierami wartościowymi. To jednak nauczka dla wszystkich potencjalnych doradców internetowych. Uwaga! "Wielki brat" czuwa!