W końcówce minionego tygodnia kupujący przestali panować nad skalą korekty, która wymknęła się spod kontroli. Szczególnie dobrze widoczne było to na wykresie tygodniowym. Z zejściem cen pod poziom podstawy białej świecy sprzed 2 tygodni niedźwiedzie utorowały sobie drogę do testu kolejnego wsparcia na 1760 pkt.
Strach przed sesją poniedziałkową potęgowany był ponadto perspektywą spadku o szerokość kanału trendowego, z którego indeks wyszedł w czwartek. Zasięg wybicia z tej formacji plasuje się w okolicy 1750 pkt, a więc tuż ponad EMA-55. Tak znaczna przecena indeksu mogłaby bardzo poważnie podważyć sens utrzymywania średnioterminowych długich pozycji. Należy bowiem zauważyć, że na poziomie 1770 pkt usytuowane jest 62-proc. zniesienie wiosennej bessy. Pokonanie tego poziomu na początku września było dla wielu inwestorów posługujących się AT ważną przesłanką do otwierania pozycji. Ewentualne zanegowanie tego sygnału mogłoby sprowokować falę podaży z ich strony, gdyż scenariusz rychłego ataku na kwietniowy szczyt straciłby wiele na swej aktualności.
Ciężar gatunkowy poniedziałkowej sesji był więc wysoki, a zwolnienie tempa korekty bardzo pożądane. Na szczęście dla posiadaczy akcji popyt wziął się solidnie do roboty. Początkowo kupujący koncentrowali się na Telekomunikacji, ale później zainteresowali się też innymi spółkami. Pojawił się 2-świecowy układ tworzący formację przenikania. Nie wykluczone zatem, że oglądaliśmy dziś początek ruchu powrotnego do przebitej linii 5-tygodniowego trendu wzrostowego.
Efekty widoczne w krótkim terminie nie przekładają się na razie na wykresy oscylatorów - nawet tych najszybszych. Wskaźniki pozostają nadal sceptyczne co do możliwości powrotu w okolice wrześniowych szczytów. MACD bezwzględnie utrzymuje sygnał sprzedaży, a szybkie oscylatory wciąż posiadają potencjał spadkowy. Reasumując, ruch powrotny w okolice 1800-1807 pkt, o ile będzie kontynuowany, nie ma silnego "zaplecza technicznego".