W ostatnim tygodniu najniższe poziomy wyznaczone zostały w poniedziałek, a do tygodniowego maksimum zbliżyliśmy się na piątkowe zamknięcie. Dlaczego o tym wspominam? Bo to dobry moment, by przypomnieć sobie zeszłotygodniowy odczyt Wigometru. GPW po sesji podała wtedy spadek Wigometru o 44 punkty i 60% oczekujących spadku wartości indeksu na koniec tego tygodnia. Wynik okazał się zupełnie przeciwny, ale zaznaczam przy tym, by nie popadać w euforię co do skuteczności tego "instrumentu". Bardzo często nawet jeśli kontariański odczyt jest słuszny, to okazuje się bardzo krótkotrwały. Dopiero ekstremalne wartości i gwałtowne zmiany mogą coś sugerować. W zeszłym tygodniu było i jedno i drugie. Czekamy na kolejną jednomyślność. Bez tego Wigometr należy ignorować.
Co na kolejne tygodnie? Bardzo ciężko coś prognozować, bo klucze do rynkowych trendów wyraźnie trzyma teraz zagranica. Jeśli sugerować się rynkiem węgierskim, to czeka nas kolejny wzrostowy tydzień. U nas inwestorzy oczekują akcji PKO BP, a analogiczna sytuacja w przypadku zakończonej w piątek oferty węgierskiego potentata chemicznego, wyniosła indeks w Budapeszcie na nowe szczyty hossy. Zresztą zryw popytu na GPW w końcówce wczorajszej sesji sugerować może korzystny dla nas przepływ kapitału.
Ale tu już wchodzę trochę w spiskowe teorie dziejów. Trzymając się tylko techniki należałoby powiedzieć, że zachętą do wzrostów będzie dopiero wyjście nad szczyty z 17 września, a sygnałem sprzedaży będą nowe minima pod dołkiem z 24 września. Jeśli za takim wybiciem poszłyby obroty, to trzeba będzie się "podłączyć". Ja będąc pełen obaw przed zagranicznym popytem nie napiszę, że znajduję więcej argumentów za spadkiem. Dyplomatycznie oczekiwać będę konsolidacji aż do ustalenia wielkości transz i ceny emisyjnej PKO BP.