Na rynku naftowym utrzymywała się w ostatnich dniach nerwowa atmosfera. Wprawdzie zdołano oddalić niebezpieczeństwo wstrzymania dostaw ropy z Nigerii, gdyż powstańcy z bogatej w ten surowiec delty Nigru podjęli rozmowy z rządem, ale nie poprawiło to zachwianej równowagi między podażą a popytem.
Na pierwszy plan wysunął się znów problem nadrobienia strat spowodowanych przez niedawny huragan w Zatoce Meksykańskiej. Kataklizm ten zmniejszył o 27% wydobycie ropy w tym regionie, co może wpłynąć na stan zapasów paliw płynnych w USA. Szczególny niepokój budzi ewentualny niedobór oleju opałowego podczas bliskiego już sezonu zimowego. Niektórzy eksperci wyrażają pogląd, że nawet usunięcie zniszczeń w Zatoce Meksykańskiej nie pozwoli odbudować przed zimą amerykańskich rezerw. Kraje OPEC wykorzystują już bowiem niemal w 100% moce wydobywcze, a ponadto pojawiła się groźba strajku w nigeryjskim przemyśle naftowym.
W tych warunkach we wtorek notowania ropy osiągnęły nowy rekordowo wysoki poziom, przekraczając 47 USD za baryłkę w Londynie i 51 USD w Nowym Jorku. Opublikowane wczoraj dane wykazały wprawdzie wzrost w zeszłym tygodniu o 0,4% amerykańskich zapasów ropy, ale o 1,67% spadły rezerwy jej przetworów. W efekcie w Londynie gatunek Brent z dostawą w listopadzie zdrożał po południu do 47,60 USD za baryłkę z 47,13 USD w końcu sesji wtorkowej i 46,08 USD w poprzednią środę. W Nowym Jorku notowania pozostały powyżej 51 USD.