Takie są założenia. Choć przyznaję, że czeka nas sporo pracy. Musimy przekonać przewodniczących komisji, przypilnować posłów, aby się zajęli nowelizacją. Ich uwaga skupiona jest, w zależności, czy popierają rząd, czy też są w opozycji, na przyjęciu bądź odrzuceniu ustawy budżetowej. Siła wyższa - pod koniec roku parlament ma zwykle inne priorytety. Ale też muszę powiedzieć, że nie słyszeliśmy jakichś głosów sprzeciwu wobec proponowanych zmian, może dlatego, że uwzględniliśmy większość postulatów środowiska ubezpieczeniowego.
Przyznam, że trudno mi w to uwierzyć.
Wydaje mi się, że większość uwag, zgłoszonych przez rynek, albo została uwzględniona w nowelizacji, albo też wyjaśniona, bo jak się okazało, nie wymagały zmiany przepisów, a jedynie ich interpretacji. Generalnie można powiedzieć, że ustawy idą w kierunku liberalizacji przepisów odnośnie do działalności ubezpieczeniowej.
W odróżnieniu od poprzedników ma Pan doświadczenie ubezpieczeniowe (A. Jacaszek przez kilka lat był szefem polskiego oddziału Norwich Union - przyp. red.). Czy w przygotowanych zmianach widać zrozumienie dla potrzeb rynku?
W swojej dotychczasowej praktyce byłem świadkiem początkowo bardzo liberalnego podejścia do ubezpieczeń. Potem mieliśmy do czynienia z zaostrzeniem przepisów czy wręcz kagańcową polityką, w wyniku której narzucono rynkowi wiele zupełnie niepotrzebnych ograniczeń. Teraz mamy do czynienia z procesem odwrotnym, bo okazało się, że właśnie ze względu na nadmiar regulacji, nasz rynek przestał być konkurencyjny.
Na co więc będą mogły liczyć zakłady ubezpieczeń?