Ależ się u nas ostatnio zrobiło dobrze. Jej, aż dech zapiera. Nie tak dawno były afery, wielki deficyt, pełzający kryzys gospodarczy i finansów publicznych, bezrobocie i brak inwestycji firm. A teraz - jest świetnie, wszystko się poprawiło. Teraz mamy tylko afery, wielki deficyt, pełzający kryzys finansów publicznych, bezrobocie i brak inwestycji firm. No i jeszcze za benzynę płacimy coraz więcej.
Tamto uczucie beznadziei, które nam towarzyszyło, było skutkiem rządów Leszka Millera i jego gabinetu - czyli m.in. Marka Belki, Marka Balickiego, Jerzego Szmajdzińskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. Ale tamten beznadziejny i niekompetentny gabinet został zastąpiony przez nowych, znakomitych fachowców, np. Marka Balickiego, Jerzego Szmajdzińskiego i Włodzimierza Cimoszewicza, kierowanych przez Marka Belkę. A więc poważna zmiana w gabinecie od razu dała zasadniczy postęp w kraju.
Jak widać, gdy ktoś sięga pamięcią nieco dalej niż do ostatniego zwycięstwa naszych piłkarzy, natrafia na bardzo poważną zagadkę - co się stało, że się tak poprawiło? Dlaczego nikt nie gromi obecnego ministra finansów za coś, co wywołało burzę nad głową Grzegorza Kołodki, gdy się do tego przymierzał - czyli za wpisanie OFE do rozchodów, a nie do wydatków? Dlaczego kiedyś powołanie kolegi z partii koalicyjnej do zarządu spółki Skarbu Państwa - bo Staś się chciał sprawdzić w biznesie - budziło oskarżenia o kolesiostwo, a teraz wybranie wiceministra finansów do zarządu innej firmy budzi pozytywne emocje? Owszem, to fachowiec, ale mimo wszystko był w chwili wyboru wiceministrem finansów. Poza tym - o ile pamiętam - Staś całkiem nieźle radził sobie w biznesie.
Gdy się głębiej zastano-
wić, powodów tej zasadniczej zmiany nastrojów może być kilka. Ot, choćby obecna komisja śledcza atakuje prezydenta, a poprzednia biła w premiera. Innym powodem jest oczywiście fakt, że wzrost PKB wynosi 5% a nie 1% - choć popyt wewnętrzny jest prawie tak samo marny teraz, jak był i przy jednoprocentowym wzroście.