W porównaniu ze wcześniejszymi spadkami wtorkowe zwyżki były wyłącznie kosmetyczne. Dotyczyło to nie tylko naszego rynku, ale również giełd zachodnich, gdzie widać daleko posuniętą niechęć do akcji. O złych nastrojach na naszym parkiecie niech świadczą notowania Prokomu, który kolejny raz ustanowił roczne minimum, mimo że kolejne dwa lata mają być dla niego udane pod względem finansowym.

Bardzo źle prezentują się także notowania Orbisu i Świecia, które wprawdzie już nie zniżkują, ale utrzymują się na bardzo niskim poziomie. Podobnie sytuacja wygląda z Dębicą, która od początku lipca straciła już 20% wartości. Inne firmy z WIG20 - jak GTC i KGHM - spadły od zbudowanych niedawno szczytów już kilkanaście procent, choć nie da się zaprzeczyć, że ich wcześniejszy wzrost był bardzo duży. Z kolei na walorach Netii i BRE Banku trudno dokładnie zdefiniować dominujący trend, ale akurat podczas obecnych spadków firmy te utrzymują "przyzwoity" poziom notowań. Z drugiej strony mamy w indeksie WIG20 spółki, których korekta prawie nie dotknęła (jak banki BPH i BACA) oraz rodzynka, który pomimo dekoniunktury i tak utrzymuje średnioterminowy trend wzrostowy i jest bliski 52-tygodniowego maksimum - mowa oczywiście o PKN.

Tak duża polaryzacja w tak wąskim indeksie nie świadczy dobrze o dotychczasowej hossie. Warto pamiętać, że ustanawianiu nowych szczytów towarzyszyły bardzo wysokie ceny miedzi i do tej pory rosnące ceny ropy naftowej. To pozwoliło na istotną zwyżkę notowań między innymi PKN i KGHM, co pociągnęło za sobą wzrost indeksu, wspomagany powstrzymaniem spadków firm, o których pisałem wyżej. Przy braku czynników wspierających trudno o jakąkolwiek zwyżkę, a nawet jeśli, to rośnie obawa o wybudowanie do końca prawego ramienia formacji odwrócenia trendu (RGR). Między innymi z tego wynika asekuracja inwestorów, obawiających się konsekwencji, jakie może ze sobą nieść taka formacja. Szczególnie że pojawia się w szczycie wzrostu, na poziomie wyznaczonym przez średnioterminowy wierzchołek sprzed kilku miesięcy.