Po zmianach potentat naftowy ma być jedną spółką o nazwie Royal Dutch Shell Plc. Centrala będzie się mieścić w Holandii, a akcje będą prawdopodobnie notowane równolegle na giełdach londyńskiej i amsterdamskiej. - Ta reorganizacja rozwiąże problem zarządzania spółką, ale nie należy zapominać, że potentat naftowy ma też inne kłopoty - powiedział agencji Bloomberga Antoine Laurent z paryskiego oddziału KBC Securities.

Najpoważniejszy kłopot to sprawa rezerw ropy znajdujących się w posiadaniu koncernu. W styczniu po raz pierwszy wyszło na jaw, że firma znacznie je przeszacowała w ub.r. W efekcie czterokrotnie musiała dokonać odpisów z tego tytułu, a wczoraj uczyniła to po raz piąty. Zarząd, na czele z nowym prezesem Jeroenem van der Veerem (jego poprzednik Phil Watts na fali krytyki ustąpił kilka miesięcy temu ze stanowiska), podał, że kolejne 900 mln baryłek ropy zapasów "zniknie" z rachunków firmy za 2003 r.

Przeszacowanie zapasów spowodowało, że akcjonariusze złożyli w tym roku przeciw spółce przynajmniej kilkanaście pozwów. Shell poszedł na ugodę z brytyjską komisją nadzorującą rynek finansowy i zgodził się zapłacić karę w wysokości 17 mln funtów (31 mln USD). Lipcowa ugoda z amerykańską komisją (SEC) kosztowała go kolejne 120 mln USD. Mimo dobrej koniunktury w branży kurs spółki od początku roku wzrósł "tylko" o 8,5%, podczas gdy np. rywal z Wysp - BP Plc. - odnotował w tym samym czasie ponad 16-proc. zwyżkę notowań.

Wczoraj jednak nieco powiało optymizmem. Kurs brytyjskiej jednostki - Shell Transport & Trading - wzrósł na początku sesji w Londynie o 4,7%, najsilniej od marca 2003 r. To przede wszystkim efekt bardzo dobrych wyników przedstawionych wczoraj. Zysk netto spółki w III kwartale wzrósł aż o 70% (analitycy spodziewali się zwyżki o 40%), w największym stopniu dzięki wysokim cenom ropy.