Stopa bezrobocia wzrosła o 0,1 pkt proc., do 5,5%. Wskaźnik ten obliczany jest na podstawie oddzielnej ankiety przeprowadzanej przez Departament Pracy w gospodarstwach domowych. Jego wzrost oznacza, że miejsc pracy przybyło za mało, by rynek wchłonął wszystkich, którzy w październiku zaczęli szukać zatrudnienia.
Odbudowa zniszczeń po huraganach, które w sierpniu i we wrześniu nawiedziły Florydę i kilka sąsiednich stanów, przyczyniła się do wzrostu zatrudnienia w budownictwie o 71 tys. osób, najwięcej od marca 2000 r. W całym sektorze usług - a więc również w handlu, bankach i agencjach rządowych - przybyło w październiku 272 tys. miejsc pracy, po wzroście o 143 tys. miesiąc wcześniej. Ponownie zmniejszyło się natomiast zatrudnienie w przemyśle. O 5 tys. w minionym miesiącu i o 14 tys. we wrześniu. Ale to usługi wytwarzają 85% produktu krajowego brutto USA.
W minionym kwartale wydajność wzrosła w USA najwolniej od dwóch lat. Oznacza to, że tamtejsza gospodarka zbliża się do punktu, w którym trzeba będzie zatrudniać coraz więcej pracowników, by zaspokoić popyt na towary i usługi wcale nie reagujący drastycznym spadkiem na wysokie koszty energii.
Prawdopodobnie nie wzięło tego pod uwagę 78 ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga, którzy zapowiadali wzrost zatrudnienia o 175 tys. osób w ubiegłym miesiącu. Równie nieprecyzyjne okazały się narzędzia analityczne Departamentu Pracy, który w pierwszych szacunkach za wrzesień podał, że przybyło 96 tys. miejsc pracy, a teraz podniósł tę liczbę do 139 tys. Piątkowy raport umocnił oczekiwania, że Fed podniesie stopy procentowe nie tylko w listopadzie, ale również w grudniu.