Reklama

Zagrożenia tuż za rogiem

WIG20 jest coraz bliżej pobicia historycznego maksimum. Brakuje wzrostu o 12%, żeby przekroczył 606,4 pkt z początku marca 2000 roku. Choć te liczby mogą się wydać czytelnikom dziwne, to tak wygląda sytuacja WIG20, jeśli wartość najważniejszego polskiego indeksu przeliczyć na dolary.

Publikacja: 06.11.2004 07:16

Kurs walutowy to chyba najważniejszy w tej chwili czynnik, który decyduje o atrakcyjności warszawskiej giełdy. Wartość WIG20 od początku roku zmieniła się o 15%, biorąc pod uwagę stopę zwrotu wyrażoną w złotych. Ci, którzy skonstruowali portfel akcji odpowiadający składowi indeksu, ale rozliczają się w euro, zarobili od początku roku ok. 25%. Zyski inwestorów "dolarowych" zbliżają się do 30%.

Inwestor z zyskiem

= inwestor zadowolony

Nie dziwią zatem korzystne raporty analityczne o polskiej gospodarce i walucie. W opublikowanym w tym tygodniu comiesięcznym opracowaniu analitycy Merrill Lynch podtrzymali rekomendację inwestowania w złotego. Zauważyli, że choć tempo wzrostu produkcji przemysłowej będzie w II półroczu niższe niż w I, to i tak prezentujemy się pod tym względem najlepiej w Europie Środkowej. Między takimi raportami a notowaniami na GPW i kursem złotego względem dolara jest swoiste sprzężenie zwrotne - kiedy rosną notowania na giełdzie i złoty, inwestorzy bardziej interesują się naszym rynkiem, a wtedy więcej uwagi poświęcają mu także analitycy. Zachęceni raportem inwestorzy zwracają uwagę na Polskę, kurs złotego rośnie (bo kupują walutę), później rosną akcje.

W pewnym momencie następuje koniec takiego cyklu. Powodów może być wiele: akcje kupią już wszyscy chętni, zmieni się trend na walucie, dojdzie do załamania notowań na rynkach światowych itd. A może wystarczy gorsze samopoczucie zarządzającego globalnym funduszem akcji - w rzeczywistości bardzo niewiele wiemy, jakie są mechanizmy podejmowania decyzji przez inwestorów zagranicznych.

Reklama
Reklama

Nie mają co ucinać

Można natomiast ryzykować pewne hipotezy. Załóżmy, że na naszym rynku rzeczywiście są gracze zagraniczni. Albo nawet więcej - powiedzmy, że wciąż kupują polskie akcje. Być może nie posługują się analizą techniczną, ale można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że stosują pewne uniwersalne zasady, wywodzące się z "technicznego" środowiska. Jedną z takich zasad jest szybkie ucinanie strat (spektakularne bankructwa - np. banku Barings - bywały powodowane powiększaniem stratnych pozycji). Tymczasem od połowy maja WIG20 nie ma praktycznie żadnych obsunięć, biorąc pod uwagę wykres indeksu w ujęciu dolarowym i w euro. Szczyt z kwietnia został pokonany bez większych problemów i wskaźnik ma najwyższą wartość od kilku lat. Inwestorzy zagraniczni nie mają w tej chwili powodów, żeby sprzedawać akcje największych polskich spółek (poza KGHM).

Ta sielanka może nie potrwać zbyt długo. Do czasu debiutu PKO (10 listopada) wszystkie inne wydarzenia znajdują się w cieniu giganta. Ale przecież trwa właśnie sezon publikacji wyników kwartalnych. Niektóre okazują się rozczarowujące (Dębica), jeszcze inne i rozczarowujące, i niezrozumiałe (KGHM - analitycy nie mogą dojść, jak spółka rozlicza transakcje zabezpieczające na rynku miedzi). Po piątkowej sesji trendy spadkowe na wykresach obydwu spółek umocniły się. Spektakularną wyprzedaż przeżył także Orbis. Po debiucie PKO wyniki kwartalne znajdą się na pierwszym planie.

Czy WIG20 przekroczy

1900 punktów?

Obraz rynku przedstawiony w akapicie wyżej jest dość korzystny dla posiadaczy akcji. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy mocniej, niż wskazuje na to indeks największych spółek. Mimo piątkowego spadku WIG20 znajduje się w długoterminowym trendzie wzrostowym. Zwróćmy uwagę, że indeks wciąż nie dotarł do 62-proc. zniesienia trendu spadkowego z lat 2001-2002. Żeby tak się stało konieczne jest przekroczenie 1900 punktów. Zatem jeszcze jedna fala wzrostowa?

Reklama
Reklama

Piątkową sesją rynek pokazał, że wcale nie ma na nią ochoty. Ledwo fala wzrostowa z poprzedniego tygodnia "zepsuła" powstającą formację głowy z ramionami, a już pojawiło się zagrożenie, że powstanie podwójny szczyt. Wprawdzie sekwencja wolumenu nie potwierdza takiej możliwości, ale w dobie umówionych transakcji "pakietowych" zawieranych w trakcie sesji, analiza tego wskaźnika może prowadzić do błędnych wniosków. Dlatego, bez względu na wolumen, spadek WIG20 poniżej 1760 punktów i wybicie poniżej linii szyi podwójnego szczytu będzie sygnałem sprzedaży dla inwestorów posługujących się analizą techniczną.

Być może zasadne jest tutaj podparcie się wykresem WIG, który wygląda na trochę bardziej "techniczny". Na tym indeksie sygnałem sprzedaży będzie zamknięcie sesji poniżej 24,7 tys. punktów. Po drodze do tej wartości jest jeszcze główna linia trendu wzrostowego - zatem mielibyśmy wzmocniony sygnał sprzedaży.

Zły scenariusz dla rynku akcji wygląda zatem tak - dla "fundamentalistów" sygnałem sprzedaży są słabe wyniki kwartalne, dla "techników" wybicie dołem z podwójnego szczytu. Inwestorzy zagraniczni zaczynają tracić i żeby ratować zyski, również przyłączają się do wyprzedaży. Ale to najwcześniej po debiucie PKO.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama