Kurs walutowy to chyba najważniejszy w tej chwili czynnik, który decyduje o atrakcyjności warszawskiej giełdy. Wartość WIG20 od początku roku zmieniła się o 15%, biorąc pod uwagę stopę zwrotu wyrażoną w złotych. Ci, którzy skonstruowali portfel akcji odpowiadający składowi indeksu, ale rozliczają się w euro, zarobili od początku roku ok. 25%. Zyski inwestorów "dolarowych" zbliżają się do 30%.
Inwestor z zyskiem
= inwestor zadowolony
Nie dziwią zatem korzystne raporty analityczne o polskiej gospodarce i walucie. W opublikowanym w tym tygodniu comiesięcznym opracowaniu analitycy Merrill Lynch podtrzymali rekomendację inwestowania w złotego. Zauważyli, że choć tempo wzrostu produkcji przemysłowej będzie w II półroczu niższe niż w I, to i tak prezentujemy się pod tym względem najlepiej w Europie Środkowej. Między takimi raportami a notowaniami na GPW i kursem złotego względem dolara jest swoiste sprzężenie zwrotne - kiedy rosną notowania na giełdzie i złoty, inwestorzy bardziej interesują się naszym rynkiem, a wtedy więcej uwagi poświęcają mu także analitycy. Zachęceni raportem inwestorzy zwracają uwagę na Polskę, kurs złotego rośnie (bo kupują walutę), później rosną akcje.
W pewnym momencie następuje koniec takiego cyklu. Powodów może być wiele: akcje kupią już wszyscy chętni, zmieni się trend na walucie, dojdzie do załamania notowań na rynkach światowych itd. A może wystarczy gorsze samopoczucie zarządzającego globalnym funduszem akcji - w rzeczywistości bardzo niewiele wiemy, jakie są mechanizmy podejmowania decyzji przez inwestorów zagranicznych.