Piątkowy spadek WIG20 tylko zaostrza sytuację na parkiecie. Jeszcze na początku tygodnia wydawało się, że wszystko jest w porządku - wraz z osiągnięciem przez indeks 1850 punktów głowa z ramionami przestała "straszyć" posiadaczy akcji. Ale trzy kolejne spadki indeks sprawiły, że teraz realna stała się groźba podwójnego szczytu, z linią szyi na 1760 pkt. Wprawdzie formacja ta nie jest szczególnie rozległa (niecałe 100 punktów wysokości), ale indeks musiałby "po drodze" złamać główną linię trendu wzrostowego. Taka kumulacja sygnałów sprzedaży korzystnie wpłynęłaby na tempo spadku. W takim wypadku dystans od górnego do dolanego ograniczenia trwającego od kwietnia trendu bocznego, zostałby pokonany zaskakująco szybko. Ten scenariusz nie jest korzystny dla posiadaczy akcji, bo w dalszej perspektywie grozi załamaniem długoterminowego trendu wzrostowego. Dlatego walka na rynku idzie na noże, o czym świadczą piątkowe obroty. Po raz pierwszy od sierpnia zeszłego roku obroty akcjami z WIG20 przekroczyły 700 mln zł.
Gdyby rynek miał zachować się zgodnie z dotychczasowym trendem, scenariusz wyglądał będzie trochę inaczej. Spadek zostanie powstrzymany już w nadchodzącym tygodniu, a po odbiciu od głównej linii trendu wzrostowego, indeks podskoczy do 1925 pkt. Tutaj znajduje się 62-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2001. Zasadne może być pytanie, dlaczego po wybiciu ponad tegoroczne szczyty WIG20 nie poszybuje do 2 tys. punktów i dalej. Przy takich wynikach kwartalnych tak korzystny rozwój wydarzeń jest niezwykle mało prawdopodobny.
Największy wpływ na rynek w nadchodzącym tygodniu będzie miał debiut PKO. Jak pokazuje przykład WSiP duży udział inwestorów indywidualnych w ofercie nie musi korzystnie wpłynąć na notowania po debiucie. Nie wiadomo jak zachowywać będą się papiery PKO, ale jedno niemal przesądzone - w środę obroty na giełdzie przekroczą 1 mld zł. Po raz pierwszy od szczytu internetowej hossy. Czy rynek to wytrzyma?