Jeszcze we wrześniu rząd przyjął projekt ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym. Rada Ministrów postanowiła jednocześnie, że dokument trafi do Sejmu - ale pod warunkiem, że zaaprobują go samorządy. Wszystko jednak wskazuje, że posłowie otrzymają projekt nawet bez takiej zgody. Nie pomogły bowiem wielotygodniowe rozmowy prowadzone w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego - mimo że w tym czasie kilkakrotnie zmieniano treść projektu (m.in. wyłączono z niego powiaty i województwa).
Samorządowcy nie przyjęli głównego założenia ustawy - tj. automatycznej zamiany obowiązujących studiów urbanistycznych na plany przeznaczenia. Ponieważ studia opracowała niemal każda gmina, większość obszaru Polski uzyskałoby wówczas aktualne plany. Teraz obowiązują jedynie dla około 10% powierzchni kraju.
W propozycji nie chodzi bynajmniej o zmianę nazewnictwa. Plan przeznaczenia jest bowiem, inaczej niż studium, aktem prawa miejscowego. Daje to inwestorom gwarancję, że charakter ich działek wraz z sąsiadującymi gruntami nie zmieni się (np. po decyzji rady miasta). Jeżeli jednak władze lokalne chciałyby inaczej zagospodarować teren, muszą wypłacić właścicielowi odszkodowanie.
To właśnie finansowych konsekwencji ustawy boją się samorządy. Szacują, że łączne rekompensaty wyniosą nawet 2 mld zł. - Kto da nam na to pieniądze? - pyta Piotr Uszok, prezydent Katowic. Dlatego też resort infrastruktury złagodził ostatnio zapisy projektu. Według jego najnowszej wersji, lokalne władze wypłacą odszkodowania dopiero w momencie rozpoczęcia własnych inwestycji, a nie - jak to było w pierwotnej propozycji - od razu po uchwaleniu planu. Dałoby to samorządom kilkanaście miesięcy na znalezienie środków na rekompensatę. Mimo to na wczorajszym posiedzeniu KWRiST nie osiągnięto porozumienia. Kolejne, ostatnie już spotkanie zaplanowano na grudzień. Z rozmów Parkietu z przedstawicielami ministerstwa wynika jednak, że rząd skłonny jest przesłać projekt do Sejmu bez względu na opinię środowisk samorządowych.