Po nieudanym ataku na szczyty z ubiegłego piątku, kontrakty w ślad za spadającym indeksem osiągnęły we wtorek minimum - 1818 pkt. Tymczasem indeks znalazł wsparcie na okrągłym poziomie 1800 pkt. Baza była jeszcze wtedy dodatnia. W środę nastąpiło odbicie indeksu. Podobnie było w czwartek. Inaczej jednak wyglądałby indeks, gdyby nie "zakłócenie" spowodowane umówioną transakcją na PKN-Orlen. Należy też pamiętać, że wpłynęło to na wartość obrotu. Prawdziwą aktywność obserwowaliśmy natomiast w piątek. 260 mln - to już właściwie ta sama skala, jak przed emisją PKO. Rynek wrócił, wydaje się, na swoje normalne tory. Mowa tu, oczywiście, o dwudziestce blue-chipów, bo mniejsze i średnie spółki są wciąż pogrążone w spadkach. Niektórym dobre wyniki za trzeci kwartał wręcz zaszkodziły. Kolejne emisje z TVN na czele nie szkodzą dużym walorom.

Wobec tego nie spodziewam się istotnych zmian w najbliższych kilku dniach. Jeśli nawet Kulczyk nie sprzedał jeszcze całego Orlenu, to ostatnia transakcja pokazała, że chętni na duży pakiet po godziwej cenie znaleźli się dosyć szybko. Brak dodatniej bazy jest wywołany brakiem wiary we wzrosty. Właśnie tu, pomiędzy 1830 pkt i 1840 pkt, jest środek trendu bocznego - najbardziej wygodne miejsce, żeby powstała patowa sytuacja.

Tymczasem LOP wciąż rośnie. Coraz więcej chętnych przyłącza się po każdej ze stron. To są już rekordy historyczne. Rynek niewątpliwie kiedyś wyjdzie z impetem z tego kanału. Pytanie, kiedy i w którą stronę, pozostawiam na razie otwarte. Opublikowane o 16.00 dane o wzroście produkcji przemysłowej w Polsce są sporo poniżej oczekiwań analityków. Więc na razie raczej w dół, ale czy poniżej 1800 pkt?