Agencja Bloomberga przeprowadziła ankietę wśród 54 uczestników rynku walutowego od Tokio po Nowy Jork. Znakomita większość z nich spodziewa się dalszego spadku kursu dolara. Nie tylko zresztą w stosunku do euro, ale także do innych najważniejszych walut. Dwie trzecie ankietowanych zaleca sprzedaż dolarów za jeny. Jen jest najsilniejszy wobec dolara od ponad czterech lat.

Pesymizm strategów i inwestorów jest w pełni uzasadniony, bo znikąd nie widać ratunku dla dolara. Głównym źródłem jego słabości jest olbrzymi deficyt budżetowy Stanów Zjednoczonych i rekordowy deficyt na rachunku obrotów bieżących.

W minionym tygodniu liczono, że sygnał wzmacniający dolara pojawi się na spotkaniu ministrów finansów i szefów banków centralnych z państw tworzących Grupę 20. Obradowali oni w czasie weekendu w Berlinie, ale we wspólnym oświadczeniu nie ma nic, co odpowiadałoby tym oczekiwaniom. Dwóch niemieckich urzędników ujawniło, że Stany Zjednoczone sprzeciwiły się umieszczeniu w końcowym komunikacie zdania krytykującego gwałtowne zmiany kursów walutowych. Z propozycją umieszczenia takiego sformułowania wystąpiły właśnie Niemcy. Sekretarz skarbu John Snow obiecał jedynie redukcję amerykańskiego deficytu budżetowego, którego rozmiary wymieniane były w czasie berlińskich obrad jako jeden z czynników zagrażających rozwojowi gospodarczemu na całym świecie. Nie jest to jednak pierwsza tego typu obietnica, a tymczasem dolar stracił w stosunku do euro 36% od stycznia 2001 r., kiedy urząd prezydenta USA objął George W. Bush.

Po spotkaniu z japońskim premierem Junichiro Koizumi w Santiago prezydent potwierdził, że opowiada się za silnym dolarem. Coraz więcej analityków wyraża jednak przekonanie, że zarówno amerykański bank centralny, jak i rząd będą tolerować dalsze słabnięcie waluty, gdyż sprzyja to zmniejszaniu deficytu na rachunku obrotów bieżących. Zwłaszcza że John Snow po zapewnieniach o woli umacniania dolara zawsze dodaje, że o kursach walut ostatecznie decyduje rynek.

Bloomberg