Emocje narosłe w trakcie sprzedaży oraz przed giełdowym debiutem PKO BO powoli opadają. Cena samych akcji banku stabilizuje się wokół 24 złotych i przypuszczam, że w najbliższych tygodniach jej zachowanie będzie pochodną zmian cen na całym rynku, a dokładniej w sektorze bankowym. Być może jeszcze przez kilka tygodni będzie delikatnie działać chroniąca przed większym spadkami poduszka w postaci popytu ze strony zagranicznych inwestorów, którzy chcą (bądź muszą) doważyć swoje portfele akcjami największego polskiego banku.
Szeroki rynek konsoliduje się pod poziomami niedawnych maksimów, jakby zbierając siły na kolejny atak. Czy jest on jednak możliwy w aktualnej sytuacji rynkowej, przy bądź co bądź wysokiej wycenie akcji, przy morzu nowych spółek zalewających parkiet, przy wysokim zaangażowaniu OFE i odpływie środków z funduszy inwestycyjnych? Jest możliwy, ale wątpię, by mógł zakończyć się powodzeniem. Bardziej prawdopodobne, że rynek, który już przecież 4 razy odbił się od oporu w granicach 1850-1860 punktów, w końcu zechce cokolwiek skorygować.
Tymczasem na rynku pierwotnym mamy prawdziwą euforię: nie pamiętam sprzedawania akcji czterech nowych spółek w jednym tygodniu. Lista emitentów chętnych do emisji jeszcze w tym roku jest wciąż długa. Ciekawe co też skłoniło coraz to nowe przedsiębiorstwa do szukania pieniędzy na rynku publicznym. Czytając prospekty dochodzę do wniosku, że w coraz większym stopniu nie chodzi o ciekawe projekty inwestycyjne, ale po prostu o... wysoką cenę akcji.
Zwróć uwagę na:
Elektrobudowa - wybicie ponad 30 złotych okazało się być fałszywe, ale przedział 24-25 złotych był poprzednio niezłym miejscem na akumulację.