W Sejmie odbyło się wczoraj drugie czytanie projektu ustawy budżetowej. Nie uwzględniono w nim skutków odrzucenia przez posłów reformy składek ZUS dla przedsiębiorców oraz zmian zasiłków chorobowych, jak również ryzyka odrzucenia reformy ubezpieczeń rolniczych. Platforma Obywatelska zgłosiła więc wniosek do Prezydium Sejmu o odesłanie projektu z powrotem do Komisji Finansów Publicznych do korekty. Zażądała również od rządu autopoprawki.
Opozycja skrytykowała także zatwierdzony już przez komisję pomysł SLD, aby przesunąć 1,3 mld zł z obsługi długu publicznego (łączny koszt to 25,9 mld zł) na dopłaty dla najbiedniejszych emerytów i rencistów. - To nie kiełbasa czy szynka wyborcza, to wyborczy salceson, w dodatku nieświeży - grzmiała Zyta Gilowska z PO. Negatywne stanowisko rządu w tej sprawie przypomniał też minister finansów Mirosław Gronicki. - Jeżeli nawet kursy dolara i euro do złotego będą się kształtowały na poziomie odpowiednio 3,30 i 4,10, to koszt obsługi długu zmniejszy się zaledwie o 600 mln zł. Ale to jest przecież mrzonka - argumentował. - Pamiętajmy, że złoty jest tak mocny, jak postrzegają go rynki finansowe - przestrzegał posłów przed oszczędnościami. Sojusz zadeklarował więc, że zgodzi się na rezynację z tego źródła finansowania dopłat. - Pod warunkiem że minister znajdzie inne źródło - zastrzegł Marek Wagner (SLD).
Podczas debaty zgłoszono kilkadziesiąt poprawek poselskich. Najbardziej radykalną zaproponowała Samoobrona, która wróciła do starego pomysłu rozwiązania rezerwy rewaluacyjnej i wydania ok. 16 mld zł na podwyższenie kapitału BGK i fundusz stypendialny. Socjaldemokracja zaproponowała zwiększenie o 300 mln zł wydatków na zasiłki z pomocy społecznej. Pomysł ten to "kamyczek do ogródka SLD", ponieważ SdPl chce w tym celu przesunąć środki z dyskusyjnych 1,3 mld dopłat dla emerytów.
Głosowanie nad poprawkami odbędzie się najprawdopodobniej w piątek.