Znów wszystko wróciło do normy. Po lekkiej euforii na rynkach światowych tym razem to słabnący dolar (z tradycyjnie już drożejącą ropą) naruszył zaufanie inwestorów do rynków akcji. Dla Ameryki wydaje się to jedyna recepta na rozpoczęcie trendu zmniejszania deficytu handlowego, a tym samym - na rachunku bieżącym. Kraje azjatyckie nie chcą przyjąć na siebie ciężaru zbytniego umocnienia ich walut w stosunku do dolara (eksport jest głównym motorem napędowym tamtejszych gospodarek). Albo więc przez administracyjne decyzje (Chiny) bądź interwencje na rynku (Japonia) coraz silniejsze euro jest główną walutą, która ponosi konsekwencje tych zdarzeń, zmniejszając konkurencyjność produktów ze strefy euro.
Na rynku krajowym - gdzie się nie obrócić, tam nowa spółka, która chce wejść na warszawską giełdę. Udany debiut PKO BP spowodował, że inwestorzy indywidualni raczej będą polować na tego rodzaju jednorazowe okazje, aniżeli koncentrować się na spółkach z rynku wtórnego. Patrząc jednak na ceny, po jakich chcą się sprzedać nowe spółki, będzie to zadanie arcytrudne. Instytucje krajowe raczej też będą mało aktywne (OFE - wysoki udział akcji w portfelu; TFI - inwestowanie w fundusze inwestycyjne osłabło ze względu na ruch na rynku pierwotnym). Inwestorzy zagraniczni zrobili się mało aktywni, ale oni i tak orientują się na "WIG5", co na szeroki rynek ma umiarkowany wpływ. Zresztą są teraz bardziej pochłonięci wartą 2 mld USD ofertą czeskiego telekomu.
Wcześniej wyrażałem nadzieję, że kapitalizacja naszego rynku będzie rosła nie tylko z powodu nowych spółek na giełdzie, ale i w wyniku wzrostu kapitalizacji spółek już obecnych. Teraz coraz bardziej zaczynam w to wątpić.
Zwróć uwagę:
Mieszko - aktualna cena nie jest wygórowana. Obecny czwarty kwartał to okres żniw dla spółki.