Wczorajsza sesja, mimo iż towarzyszył jej niewielki obrót, pokazuje, że rynek jeszcze nie jest gotowy do spadków. A przynajmniej nie do głębokich spadków. Podaż starała się nadać ton na otwarciu sesji, ale okazało się, że byki poziom 1790-1800 pkt uważają za całkiem atrakcyjny do powiększania swoich portfeli. I w rezultacie to pod znakiem popytu upłynęła wczorajsza sesja, kształtując na wykresie dużą, białą świecę.
Co więcej, bykom starczyło sił, by powrócić ponad SK-45, co z pewnością odbiera część argumentów zwolennikom spadków. Do pozytywnych sygnałów należy zaliczyć także powrót oscylatorów Ultimate i Price ROC powyżej poziomów równowagi. Krótkoterminowy obraz rynku jawi się korzystnie, ale tylko dla tych inwestorów, którzy są nastawieni na szybką spekulację. Na razie nie ma bowiem podstaw, by zakładać pokonanie szczytów na wysokości 1860 pkt. Na tych poziomach podaż pewnie już czeka ze swoimi zleceniami. W najlepszym razie indeks WIG20 zadomowi się na dłużej w przedziale 1800-1860 pkt. Bo w długim horyzoncie czasowym, wydaje się, iż potencjał do wzrostu został już wyczerpany. Przekonuje mnie o tym roczna dywergencja na RSI 14, jaka została ukształtowana dla WIG20 w układzie tygodniowym (taka sama widnieje zresztą na wykresie indeksu WIG).
Nastroje mogą zrobić się jeszcze bardziej minorowe po zbadaniu zniesień Fibonacciego. Cała fala hossy, zapoczątkowana jeszcze w połowie 2002 r., wydaje się odreagowaniem bessy z lat 2000-2001, które właśnie osiągnęło 62% poprzedzającego je spadku.
Na rynku jest miejsce przede wszystkim dla spekulantów działających szybko i zdecydowanie. Wygląda na to bowiem, iż czasy "kup i trzymaj" właśnie się kończą. Jeśli byki chciałyby się przeciwstawić tym negatywnym, długoterminowym sygnałom, muszą ukształtować nowy szczyt, czemu towarzyszyć powinna wysoka biała świeca. Na razie jednak obecny trend boczny jawi się jako dystrybucja, a zejście indeksu poniżej 1780 pkt należy traktować jako sygnał do ucieczki z rynku.