Ze względu na Święto Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych notowania na zagranicznych parkietach nie miały większej temperatury. W środę aktywność inwestorów z Wall Street była niewielka, w czwartek sesji nie było, a w piątek handlowano jedynie na pół gwizdka. Emocji natomiast nie brakowało na rynku walutowym, gdzie dolar bił kolejne rekordy słabości. To wywierało presję na ceny akcji w krajach wykazujących największe dodatnie saldo obrotów handlowych z USA - Niemczech, Korei, Meksyku czy Japonii.
Kolejne wyzwanie
Ten rok przebiega pod znakiem ciężkich prób dla rynków giełdowych. Na wiosnę przerażenie wywołała perspektywa spowolnienia w chińskiej gospodarce. Nałożyło się na to przekonanie o konieczności podwyższania stóp procentowych w USA, co doprowadziło do zdecydowanego wzrostu rentowności obligacji na całym świecie. Latem okazało się, że amerykańska gospodarka dostaje zadyszki, zaś wczesna jesień przyniosła rekordowe ceny ropy naftowej, które wzmocniły obawy o przyszłą koniunkturę gospodarczą. Giełdy w USA te wszystkie przeciwności losu znosiły bardzo dzielnie - maksymalny spadek indeksu S&P 500 od tegorocznego szczytu wyniósł nieco ponad 8%. Szybkie rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich i reelekcja G. Busha doprowadziły na przełomie października i listopada do zaskakującego największe banki inwestycyjne wzrostu, w efekcie którego popularna "pięćsetka" znalazła się na najwyższym poziomie od 2,5 roku. Pomogły w tym głównie wpłaty Amerykanów do funduszy inwestycyjnych - w ostatnich tygodniach trzykrotnie przekraczające średnie tempo notowane w poprzednich miesiącach. Inwestorzy spoza USA nadal byli sceptycznie nastawieni do amerykańskich akcji. Nic dziwnego - pomimo wzrostu S&P 500 od początku 2003 r. o ponad jedną trzecią, na przykład podmioty rozliczające się we wspólnej walucie z powodu deprecjacji dolara zarobiły w tym czasie jedynie 6%. Więcej można było zyskać na obligacjach w strefie euro.
Brak reakcji giełd w USA na ostatnią wyprzedaż dolara w połączeniu z ich dużą odpornością na złe informacje w pierwszych trzech kwartałach roku sugeruje, że morale optymistów umocniło się na tyle, by nie zaprzątali sobie teraz głowy szybką deprecjacją dolara, a raczej odnajdowali w tym zjawisku pozytywne elementy, związane z poprawą konkurencyjności amerykańskich eksporterów. Czy takie rozumowanie jest słuszne?
Więcej zagrożeń niż szans