Reklama

Dolar budzi obawy

Wartość AC World Index, wskaźnika mierzącego notowania na światowych rynkach akcji, w zakończonym tygodniu niewiele się zmieniła. Natomiast od początku listopada wzrosła o ponad 3,5%. Zachowanie poszczególnych parkietów odbiega jednak od tej średniej. Linię podziałów wyznaczają przede wszystkim ropa oraz dolar.

Publikacja: 27.11.2004 07:30

Ze względu na Święto Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych notowania na zagranicznych parkietach nie miały większej temperatury. W środę aktywność inwestorów z Wall Street była niewielka, w czwartek sesji nie było, a w piątek handlowano jedynie na pół gwizdka. Emocji natomiast nie brakowało na rynku walutowym, gdzie dolar bił kolejne rekordy słabości. To wywierało presję na ceny akcji w krajach wykazujących największe dodatnie saldo obrotów handlowych z USA - Niemczech, Korei, Meksyku czy Japonii.

Kolejne wyzwanie

Ten rok przebiega pod znakiem ciężkich prób dla rynków giełdowych. Na wiosnę przerażenie wywołała perspektywa spowolnienia w chińskiej gospodarce. Nałożyło się na to przekonanie o konieczności podwyższania stóp procentowych w USA, co doprowadziło do zdecydowanego wzrostu rentowności obligacji na całym świecie. Latem okazało się, że amerykańska gospodarka dostaje zadyszki, zaś wczesna jesień przyniosła rekordowe ceny ropy naftowej, które wzmocniły obawy o przyszłą koniunkturę gospodarczą. Giełdy w USA te wszystkie przeciwności losu znosiły bardzo dzielnie - maksymalny spadek indeksu S&P 500 od tegorocznego szczytu wyniósł nieco ponad 8%. Szybkie rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich i reelekcja G. Busha doprowadziły na przełomie października i listopada do zaskakującego największe banki inwestycyjne wzrostu, w efekcie którego popularna "pięćsetka" znalazła się na najwyższym poziomie od 2,5 roku. Pomogły w tym głównie wpłaty Amerykanów do funduszy inwestycyjnych - w ostatnich tygodniach trzykrotnie przekraczające średnie tempo notowane w poprzednich miesiącach. Inwestorzy spoza USA nadal byli sceptycznie nastawieni do amerykańskich akcji. Nic dziwnego - pomimo wzrostu S&P 500 od początku 2003 r. o ponad jedną trzecią, na przykład podmioty rozliczające się we wspólnej walucie z powodu deprecjacji dolara zarobiły w tym czasie jedynie 6%. Więcej można było zyskać na obligacjach w strefie euro.

Brak reakcji giełd w USA na ostatnią wyprzedaż dolara w połączeniu z ich dużą odpornością na złe informacje w pierwszych trzech kwartałach roku sugeruje, że morale optymistów umocniło się na tyle, by nie zaprzątali sobie teraz głowy szybką deprecjacją dolara, a raczej odnajdowali w tym zjawisku pozytywne elementy, związane z poprawą konkurencyjności amerykańskich eksporterów. Czy takie rozumowanie jest słuszne?

Więcej zagrożeń niż szans

Reklama
Reklama

Odpowiedź na to pytanie w największym stopniu zależy od tempa dalszego spadku notowań dolara - przyspieszenie już teraz szybkiego ruchu w dół mogłoby doprowadzić do zweryfikowania dotychczasowych prognoz i pojawienia się przekonania, że przecena będzie większa niż sądzono. To mogłoby dalej zniechęcać do amerykańskich aktywów, a przecież wpłaty do funduszy nie będą wiecznie rosnąć. Obecnie specjaliści Citigroup zakładają, że za rok euro będzie kosztować 1,36 USD, zaś 12-miesięczna prognoza analityków CSFB mówi o kursie 1,3 USD za euro. Za trzy miesiące cena ma wynieść ok. 1,3 USD za euro. Zatem, mimo silnego trendu spadkowego amerykańskiego pieniądza, oczekiwania są dość optymistyczne. To znak, że wyprzedaż dolara wcale nie zbliża się do końca.

Można przyjąć, że progiem wytrzymałości "nerwowej" jest 1,35 USD za euro. Po przekroczeniu tej bariery mogą pojawić się mniej kontrolowane ruchy kursów, co będzie wzmagać niepokój na rynkach finansowych. Ostatni tydzień już przyniósł jego eskalację, czego wyrazem było pojawienie się plotki o zmniejszeniu przez Chińczyków udziału dolarowych aktywów w rezerwach walutowych.

Zastanawiając się nad wpływem deprecjacji amerykańskiej waluty na rynki akcji, nie możemy pomijać jej przyczyn. Chodzi głównie o rosnący deficyt handlowy i obawy, że napływ kapitału do Stanów Zjednoczonych nie będzie go mógł zrównoważyć. Rzeczywiście, w ostatnich miesiącach stopniowo pogarszała się proporcja tych dwóch czynników - we wrześniu napływ środków tylko o jedną piątą przekraczał deficyt handlowy (licząc w oparciu o 3-miesięczne średnie). To jeszcze nie jest powód do nadmiernego niepokoju, bo od początku 2000 r. przeciętna "nadwyżka" wynosiła 36%. Jednak dalsze pogorszenie tej relacji przy niekorzystnych nastrojach wobec dolara może powodować dalszą jego wyprzedaż.

Ceny towarów stanęły

w miejscu

Interesującym zjawiskiem jest też to, że ceny surowców, które są wyrażane w dolarach, stanęły ostatnio w miejscu. Taka sytuacja trwa od półtora miesiąca. W przeliczeniu na euro czy wiele innych walut, towary wyraźnie tanieją. Może to być pierwszą oznaką słabnięcia światowej gospodarki, czego pochodną jest zmniejszony popyt na materiały do produkcji. Warto obserwować to zjawisko, bo sytuacja, kiedy zmiana cen towarów odzwierciedla jedynie wahania kursu dolara, daje nam poważne ostrzeżenie w odniesieniu do przyszłej koniunktury gospodarczej.

Reklama
Reklama

Pochodną tych wszystkich zjawisk jest duża polaryzacja rynków na świecie. W tym miesiącu emerging markets zachowują się tylko nieznacznie lepiej niż giełdy państw rozwiniętych. Jednocześnie w gronie rynków dojrzałych Japonia czy Kanada wypadają gorzej niż Europa. Ta zaś nie dotrzymuje kroku Stanom Zjednoczonym. Natomiast wśród emerging market pozytywnie wyróżniają się parkiety azjatyckie (korzystny wpływ tańszej ropy), rozczarowują europejskie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama