Wczorajsza sesja przebiegła w dość spokojnej atmosferze, co w zestawieniu z wtorkowymi spadkami za oceanem może napawać optymizmem. Indeksy wprawdzie zakończyły dzień na minusach, jednak nie widać było jakiejś gwałtownej chęci do sprzedawania akcji. Ten spokój, wyrażający się też niezbyt wysoką aktywnością inwestorów, należy wiązać zapewne z niepewnością co do kierunku, w jakim rozwinie się sytuacja na Zachodzie. Umacniający się (być może korekcyjnie) dolar spowodował już potanienie metali na rynkach surowcowych (zwłaszcza miedzi, choć tu wpływ miały też informacje o wzroście zapasów), co znalazło odbicie w kursach spółek wydobywczych. Zniżkująca wskutek łagodnej zimy w USA cena ropy pociągnęła w dół ceny firm paliwowych.
Na naszym rynku ważną informacją było przekazanie przez Jerzego Hausnera prognozy dotyczącej tempa PKB w trzecim kwartale. Według niego zmniejszyło się ono do 4,5-4,9% (w II kwartale było 6,1%). Oficjalne dane GUS poda dzisiaj, a wielkość różnicy między tą informacją a oczekiwaniami rynku (około 5%) zapewne wpłynie na decyzje inwestycyjne wielu graczy. Pewną nadzieję na normalizację życia gospodarczo-politycznego można wiązać z wypowiedzią ministra Gronickiego, który powiedział, że złoty będzie się umacniał tak długo, jak dolar będzie słabł, a euro zyskiwało i wszelkie próby powstrzymania tej tendencji będą daremne. Czy oznacza to rezygnację z prób werbalnego lub ręcznego sterowania rynkiem? Oby tak było, jednak zbliżające się wielkimi krokami wybory nie pozostawiają złudzeń: czeka nas cała masa obietnic i pomysłów na poprawę naszego bytu. Jeśli zatem rynek miałby ruszyć znacząco do góry, to w ciągu najbliższych dwóch, trzech miesięcy. Później takie zadanie będzie o wiele trudniejsze, natomiast teraz hasła, takie jak "rajd Świętego Mikołaja" czy "efekt stycznia" przemawiają mocno do wyobraźni.
Zwróć uwagę:
Getin - solidne fundamenty spółki Leszka Czarneckiego oraz pokonanie wczoraj przez kurs wielomiesięcznego oporu na poziomie 2,63 zł otwiera drogę do dalszych wzrostów