Kolejny już tydzień na rynku długu rozpoczął się od silnych wzrostów. Mimo że święta już tuż--tuż, inwestorzy zdają się nie odpoczywać, a tradycyjny w tym okresie brak płynności sprawia, że ceny zmieniają się jednostronnie. Rentowności naszych obligacji znów zaliczyły tegoroczne minima i wydaje się, że to jeszcze nie koniec. Ten trend powinien urzymać się przynajmniej do końca roku, bowiem członkowie Rady Polityki Pieniężnej swymi wypowiedziami wyraźnie zachęcają do kupna obligacji. W zeszłym tygodniu o możliwości zmiany nastawienia RPP mówił Stanisław Nieckarz, wczoraj powtórzył to Dariusz Filar, a Andrzej Sławiński nie widzi dalszych zagrożeń inflacyjnych. W takich warunkach trudno sprzedawać obligacje. Wczoraj na koniec sesji inwestycja w dwuletnie obligacje skarbowe OK1206 dawała dochodowość zaledwie 6,30%, pięcioletnie DS0509 - 6,20%, zaś dziesięcioletnie DS1015 tylko 5,91%.
Na rynkach bazowych zmiany cen były w poniedziałek zaledwie kosmetyczne. Rentowność 10-letnich bundów utrzymuje się wciąż bardzo nisko, czyli w granicach 3,60%. Amerykańskie papiery z taką samą zapadalnością handlowane są z rentownością 4,18% i je polecałbym niedźwiedziom.