Premier Marek Belka kilka tygodni wcześniej zapowiadał, że rząd szybko skieruje zapytanie do TK w sprawie 50-proc. stawki podatku od firm. Jednak zapytanie takie wpłynęło do Trybunału tuż przed świętami. Na dodatek, przygotował je prokurator generalny, a nie - jak zapowiadał premier - minister finansów.

Co teraz? Trzeba czekać - wynika z informacji, jakie uzyskaliśmy w biurze prasowym Trybunału. Konieczne są co najmniej dwa miesiące na czynności procesowe i dopiero po tym terminie jest szansa na rozprawę. Oznaczałoby to, że w najbardziej korzystnym dla osób zarabiających ponad 600 tys. zł rocznie scenariuszu Trybunał podejmie decyzję na początku marca. Jednak całkiem możliwe, że poczekają oni znacznie dłużej na wyjaśnienie sprawy 50-proc. stawki.

Ponieważ dopóki TK nie zdecyduje inaczej, ustawa obowiązuje, czyli od 1 stycznia pobierane będą podatki według skali 4-progowej. Możliwe że już w styczniu jakaś część z niespełna 5 tys. podatników, którzy zarabiają tak duże kwoty, zapłaci 50%.

Jednak możliwe, że na tej operacji zarobią. Jeśli TK uzna, że przepisy wprowadzające 50-proc. stawkę są sprzeczne z ustawą zasadniczą, najbogatsi podatnicy dostaną część pieniędzy z powrotem - z odsetkami. Jednak, jak się okazało, Ministerstwo Finansów nie zrobiło sobie rezerwy na ten cel. Dlaczego? Bo - jak usłyszeliśmy w biurze prasowym - sprawa będzie dotyczyć niewielkiej liczby podatników i stosunkowo małych kwot. Według wyliczeń resortu, w całym roku nowa stawka miała dać 250 mln zł.

Nową, 50-proc. stawkę podatkową, do ustawy wprowadzili posłowie. Prezydent Aleksander Kwaśniewski - mimo protestów i apeli - ustawę podpisał, ale zrobił to 9 grudnia. Tym samym nie dotrzymano terminów wynikających z wcześniejszych wyroków Trybunału, który nakazał publikować nowe przepisy podatkowe na co najmniej miesiąc przed początkiem roku, w którym miałyby obowiązywać. Dzięki temu możliwe było zaskarżenie nowej stawki.