Debiut tańszy niż kredyt
Czym można tłumaczyć tak duże zainteresowanie giełdą? Zwolennicy upublicznienia zwracają uwagę, że koszt pozyskania kapitału na giełdzie jest najczęściej niższy niż w przypadku kredytów bankowych. Przyjmując w uproszczeniu, że jedynym kosztem wejścia na giełdę są wydatki związane z przygotowaniem i przeprowadzeniem oferty (w tym koszty sporządzenia prospektu i towarzyszącej ofercie promocji), teza jest prawidłowa. Odnosząc koszty emisji akcji do uzyskanych z niej wpływów, można stwierdzić, że w zdecydowanej większości przypadków koszt pozyskania kapitału z giełdy jest o kilka punktów procentowych niższy od oprocentowania kredytów inwestycyjnych, oferowanych przez banki. W przypadku niektórych spółek debiutujących na giełdzie w 2004 roku nie przekroczył on 3% pozyskanej na rynku kwoty pieniędzy. Przy czym "kredytu" od inwestorów giełdowych nie musimy zwracać. Są to środki, które nowi akcjonariusze zgodzili się wyłożyć w zamian za udział w procesie decyzyjnym firmy i w przyszłych zyskach wypracowywanych przez spółkę. Upublicznienie spółki to także możliwość wyjścia (przynajmniej częściowego) ze spółki dla jej dotychczasowych akcjonariuszy. Z takiej możliwości skorzystali udziałowcy większości spółek debiutujących na GPW w 2004 roku. W przypadku 17 firm wejście na giełdę było połączone ze sprzedażą w publicznej ofercie już istniejących akcji. Z tego 10 spółek nie przeprowadziło w ogóle emisji nowych walorów. Wartość środków, które wpłynęły do debiutujących w ubiegłym roku spółek, była ponaddziesięciokrotnie niższa od pieniędzy zainkasowanych przez ich właścicieli.
Nierówny podział kosztów
Dotychczasowi akcjonariusze osiągają jeszcze dodatkową korzyść. Nie uczestniczą bowiem we wszystkich kosztach związanych z ofertą publiczną - ponosi je natomiast spółka. Dla przykładu niedawny debiutant - Polcolorit, który pozyskał z giełdy 48,5 mln zł, musiał się liczyć z wydatkiem 2,14 mln zł (dane szacunkowe zawarte w prospekcie). To więcej niż koszty poniesione przez głównego akcjonariusza spółki (1,9 mln zł), który sprzedał posiadane papiery, inkasując blisko dwukrotnie więcej pieniędzy (94,6 mln zł) niż sama spółka. Podobnych przykładów wśród tegorocznych debiutantów znajdziemy znacznie więcej. W przypadku ATM, z 6,6 mln zł pozyskanych z emisji nowych akcji ponad 12% "zjadły" koszty emisji - w części z nich nie partycypowali bowiem dotychczasowi akcjonariusze, którzy sprzedali swoje akcje za blisko 18 mln zł. Dysproporcję widać najwyraźniej wśród spółek, które nie emitowały nowych walorów (np. prywatyzacja PKO BP poprzez giełdę kosztowała spółkę ponad 38 mln zł, chociaż nie wpłynęła do niej nawet złotówka).
- W ofercie publicznej część kosztów dotyczy tylko emitenta. Przykładowo, przygotowanie prospektu emisyjnego związane jest z uzyskaniem przez przedsiębiorstwo statusu spółki publicznej. To ono będzie miało w przyszłości określone obowiązki, ale i szereg korzyści z tego tytułu, a nie dotychczasowi akcjonariusze - wyjaśnia Paweł Puterko z firmy Profes, świadczącej usługi doradztwa finansowego. - Wydatki na sporządzenie prospektu oraz wszelkie koszty administracyjne, takie jak opłaty dla KPWiG, KDPW i GPW bez wątpienia powinna opłacić spółka. Jeśli chodzi o koszty promocji - trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Natomiast prowizje dla domu maklerskiego oferującego akcje czy subemitentów powinny być opłacone proporcjonalnie do udziału poszczególnych podmiotów w ofercie - dodaje P. Puterko. Taka praktyka jest najczęściej stosowana. Zdarzają się jednak wyjątki. TVN nie emitowała nowych walorów, więc żadne pieniądze nie wpłynęły do jej kasy. Żadne też jej nie uszczupliły, gdyż wszystkie koszty związane z wprowadzeniem spółki na giełdę poniósł wprowadzający - N-Vision, spółka zależna od ITI (sprzedała walory za ponad 0,5 mld zł). "Fair" wobec Brokera FM zachował się również jego akcjonariusz - U-Insure-u.com. W związku z tym, że debiutant musiał zrezygnować z emisji nowych akcji (sprzedano tylko istniejące), udziałowiec wziął na siebie wszelkie koszty poniesione przez emitenta.