Federalna Agencja Pracy w Norymberdze podała wczoraj, że w grudniu w Niemczech - uwzględniając czynniki sezonowe - przybyło 17 tysięcy bezrobotnych i obecnie liczba osób bez pracy wynosi już 4,48 mln. Tak wysokie bezrobocie po raz ostatni odnotowano siedem lat temu, w grudniu 1997 r., gdy swoje urzędowanie kończył poprzedni kanclerz Helmut Kohl. Stopa bezrobocia utrzymała się w zeszłym miesiącu na najwyższym od sześciu lat poziomie 10,8%.
Efekt statystyczny
Początek tego roku przyniósł niemieckim bezrobotnym rewolucję w postaci reformy rynku pracy, znanej jako Hartz IV (od nazwiska jej autora - dyrektora Volkswagena Petera Hartza, który przewodniczył powołanej przez Gerharda Schroedera komisji, opracowującej program reform niemieckiej gospodarki). Obowiązujące od czterech dni ustawy, których zadaniem jest aktywizacja długotrwale bezrobotnych i usprawnienie systemu pośrednictwa pracy, oznaczają spore cięcia w zasiłkach dla osób zarejestrowanych jako bezrobotne przez ponad rok. Szacuje się, że niższy zasiłek otrzyma ponad milion osób. Reforma wywołała w zeszłym roku falę protestów, przede wszystkim na terenie byłej NRD, gdzie obecnie bezrobocie jest dwa razy wyższe niż w zachodniej części Niemiec (bezrobotni wznowili protesty w poniedziałek, jednak ich skala była znacznie mniejsza).
Ponieważ wprowadzony reformą nowy zasiłek dla bezrobotnych łączy w sobie starą zapomogę oraz pomoc socjalną, eksperci przewidują, że w ciągu najbliższych dwóch-trzech miesięcy liczba zarejestrowanych w Niemczech bezrobotnych zwiększy się do pięciu milionów. - Będzie to czysto statystyczny efekt - uspokaja minister gospodarki Wolfgang Clement, który oczekuje, że kolejne miesiące będą stać pod znakiem spadającej liczby osób bez pracy.
Cięcia ciągle w modzie