W ramach programu będzie rozdysponowane ponad 500 mld zł. Ten, jak stwierdził premier Marek Belka, "budżet modernizacyjny" ma pochodzić zarówno z funduszy unijnych, jak i krajowych: publicznych, samorządowych i prywatnych. NPR nie jest jednak, jak zapewnił premier, prostą instrukcją wydawania pieniędzy. - Program nie będzie pustym dokumentem, nie ma na to najmniejszych szans - powiedział szef rządu.

Wstępnie zaakceptowany dokument ma być teraz przedyskutowany w ramach ogólnonarodowej debaty. Jej inauguracją miało być wczorajsze spotkanie premiera i wicepremiera Jerzego Hausnera z przedstawicielami wszystkich klubów parlamentarnych. Marek Belka spodziewa się, że dzięki konsultacjom do obecnego projektu zostaną wprowadzone zmiany. W efekcie NPR ma się stać dokumentem akceptowanym przez wszystkie siły polityczne, "własnością ogólnonarodową". - Ten plan dotyczy bowiem nie tylko prac naszego rządu, i nawet nie tylko prac następnego rządu czy parlamentu, ale wielu rządów i parlamentów - powiedział M. Belka.

Premier dodał, że jego gabinet musiał opracować podstawy NPR, ponieważ następny rząd nie poradziłby sobie z jego realizacją. Tym samym pozycja negocjacyjna Polski na forum europejskim byłaby osłabiona. Belka odrzucił w ten sposób pojawiające się zarzuty, że NPR miałby być testamentem jego opcji politycznej dla kolejnych rządzących ekip.

Celem Narodowego Planu Rozwoju miałoby być uruchomienie projektów, dzięki którym Polska m.in. utrzyma wysoki wzrost gospodarczy, wzmocni się konkurencja regionów i przedsiębiorstw oraz zwiększy zatrudnienie. Jak powiedział premier, jednym z głównych założeń dokumentu jest decentralizacja modelu planowania. W miejsce jednego ogólnopolskiego programu operacyjnego, ma powstać 16 regionalnych. W tym celu powinny być wzmocnione kompetencje i zdolności finansowe województw.