Uchwalona w marcu 2000 roku ustawa ogranicza zarobki menedżerów spółek, w których Skarb Państwa ma ponad 50% akcji lub udziałów. Zgodnie z nią, podstawowa pensja członków zarządów takich firm nie może przekraczać sześciokrotności średniego wynagrodzenia w kraju. - W publicznych przedsiębiorstwach bardzo często dziesiątki osób zarabiają więcej niż członkowie zarządów. Jestem przekonany, że wynagrodzenie prezesa Stypułkowskiego stawia go w trzeciej dziesiątce najlepiej zarabiających pracowników PZU - mówi Andrzej Malinowski, prezydent KPP.
Zdaniem KPP, tzw. ustawa kominowa łamie zasadę równości przedsiębiorstw państwowych i prywatnych oraz powoduje odpływ najlepszych menedżerów z firm publicznych. Co więcej, są to przepisy sprzeczne z art. 82 traktatu Wspólnoty Europejskiej.
Konfederacja zapowiedziała zaskarżenie ustawy do KE już jesienią ub.r. Ze złożeniem wniosku wstrzymywała się jednak kilka miesięcy. - Skarga do Komisji Europejskiej to skarga nie na rząd, ale na Polskę - mówi A. Malinowski. - Spodziewałem się, że zapowiedź jej złożenia skłoni rząd do szybkiej zmiany przepisów. Tak się jednak nie stało - dodaje.
Według niego, resort skarbu opracował wprawdzie projekt ustawy, która miała znosić "kominówkę", nie spełniał on jednak oczekiwań przedsiębiorców. Co więcej, nadal były to przepisy sprzeczne z prawodawstwem unijnym. Takie zgodne opinie wydały: Rządowe Centrum Legislacyjne oraz Urząd Komitetu Integracji Europejskiej.
Konfederacja chce, aby także w publicznych firmach pensje zarządów były pochodną efektywności ich działań. Decyzje o wynagradzaniu szefów takich przedsiębiorstw powinny podejmować rady nadzorcze, a nie minister.