Reklama

Żale nawróconego

Publikacja: 21.01.2005 07:27

Jest takie przysłowie, bodajże rosyjskie, które jak ulał pasuje do naszego kraju: "Chcieli jak najlepiej, a wyszło jak zawsze". Ile razy pojawia się jakiś rządowy pomysł na ogólny wzrost szczęśliwości, przypomina mi się to powiedzenie. I zwykle okazywało się, że wychodziło "jak zawsze".

Jednak gdy wchodziła w życie reforma emerytalna, to powiedzenie mi się nie przypomniało. W sumie wiadomo było, że ZUS trzeba zmienić, a fundusze emerytalne będą mogły stać się kołem zamachowym i gospodarki, i giełdy. Ale tak naprawdę do funduszy przekonało mnie jeszcze jedno - fakt, że środki w nich zgromadzone podlegają dziedziczeniu. W porównaniu z ZUS-em, gdzie pieniądze płyną do jednego wora i korzystają z nich głównie prezesi tej instytucji i fałszywi renciści, to rewolucja.

Ale lata lecą, idee się zmieniają i reforma emerytalna zaczyna nam karleć. Zmienia się też mój ogląd reformy. Bo w końcu nie jest ważne, gdzie się wpłaca - liczy się, ile się stamtąd dostaje. Teraz toczą się spory, kto i jak oraz za ile ma te emerytury wypłacać. Ale nikt już się prawie nie spiera, czy pozostawić dziedziczenie. Okazuje się, że jak już kasa wyjdzie z funduszy i trafi do ZUS-u, zakładu emerytalnego czy firmy ubezpieczeniowej, to przepada na amen. Ubezpieczony dostanie emeryturkę i... kopa. Bo nie on będzie decydować, czy chce dostać całość pieniędzy do ręki, czy część, czy oddać swoje oszczędności dzieciom, czy też przepić.

Gdyby ktoś się pytał, czym to się różni od ZUS-u, powiem, że niczym. Tak samo jak tam, tutaj też na zgromadzonych pieniądzach żerować będą szefowie instytucji wypłacających i tacy, którzy niewiele zaoszczędzili, ale ponieważ nigdy się nie przemęczali, żyją długo. A ubezpieczonego system - jak zwykle - okradnie.

Wszystko to dzieje się w ramach potanienia systemu i spokoju społecznego. Owszem - mechanizm emerytalny, który okrada część klientów, aby dofinansować innych, jest dla budżetu tańszy. Bo ten nie będzie musiał dokładać do emerytur tych, co mają małe oszczędności, ale duże apetyty i członkostwo w związkach zawodowych, a zatem mogliby spokój społeczny zaburzyć. Tymczasem chyba wypadałoby choć na emeryturze skończyć z rozdawnictwem pieniędzy części osób, które i tak muszą w kółko z podatków i składek na ZUS finansować sporą część społeczeństwa.

Reklama
Reklama

Na tych zmianach mają też skorzystać kobiety - które pracują krócej i zarabiają mniej, a dostaną stosunkowo większą emeryturę. Tylko nie rozumiem, czemu ja sam tych kobiet nie mogę wybrać. Bardzo chętnie dofinansuję świadczenia swojej żony - i to nawet w razie rozwodu, bo środki w OFE podlegają podziałowi majątku. Żeby było śmieszniej - większość mężczyzn, która chce swoim żonom powiększyć emeryturę, powinna się przed zakończeniem pracy zawodowej z nimi rozwieść. Bowiem tylko w tym wypadku to one dostaną część pieniędzy zgromadzonych na rachunku męża. W innym wypadku środki dla rodziny przepadną.

Okazuje się, że o przyzwoitym systemie emerytalnym w naszym kraju można sobie pomarzyć. Okazuje się też, że ci, którzy - mimo peanów na część reformy emerytalnej - wiedzieli, że z systemu państwowo-obowiązkowego należy uciekać i płacili minimalne stawki, mieli rację. Ktoś powie, że skoro płacą mało, to na emeryturze dostaną niewiele. To prawda, ale przynajmniej teraz mają więcej pieniędzy. Tymczasem ci, co płacili regularnie składki od całej płacy, i teraz mają mniej, i na starość dostaną całe g...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama