Jest takie przysłowie, bodajże rosyjskie, które jak ulał pasuje do naszego kraju: "Chcieli jak najlepiej, a wyszło jak zawsze". Ile razy pojawia się jakiś rządowy pomysł na ogólny wzrost szczęśliwości, przypomina mi się to powiedzenie. I zwykle okazywało się, że wychodziło "jak zawsze".
Jednak gdy wchodziła w życie reforma emerytalna, to powiedzenie mi się nie przypomniało. W sumie wiadomo było, że ZUS trzeba zmienić, a fundusze emerytalne będą mogły stać się kołem zamachowym i gospodarki, i giełdy. Ale tak naprawdę do funduszy przekonało mnie jeszcze jedno - fakt, że środki w nich zgromadzone podlegają dziedziczeniu. W porównaniu z ZUS-em, gdzie pieniądze płyną do jednego wora i korzystają z nich głównie prezesi tej instytucji i fałszywi renciści, to rewolucja.
Ale lata lecą, idee się zmieniają i reforma emerytalna zaczyna nam karleć. Zmienia się też mój ogląd reformy. Bo w końcu nie jest ważne, gdzie się wpłaca - liczy się, ile się stamtąd dostaje. Teraz toczą się spory, kto i jak oraz za ile ma te emerytury wypłacać. Ale nikt już się prawie nie spiera, czy pozostawić dziedziczenie. Okazuje się, że jak już kasa wyjdzie z funduszy i trafi do ZUS-u, zakładu emerytalnego czy firmy ubezpieczeniowej, to przepada na amen. Ubezpieczony dostanie emeryturkę i... kopa. Bo nie on będzie decydować, czy chce dostać całość pieniędzy do ręki, czy część, czy oddać swoje oszczędności dzieciom, czy też przepić.
Gdyby ktoś się pytał, czym to się różni od ZUS-u, powiem, że niczym. Tak samo jak tam, tutaj też na zgromadzonych pieniądzach żerować będą szefowie instytucji wypłacających i tacy, którzy niewiele zaoszczędzili, ale ponieważ nigdy się nie przemęczali, żyją długo. A ubezpieczonego system - jak zwykle - okradnie.
Wszystko to dzieje się w ramach potanienia systemu i spokoju społecznego. Owszem - mechanizm emerytalny, który okrada część klientów, aby dofinansować innych, jest dla budżetu tańszy. Bo ten nie będzie musiał dokładać do emerytur tych, co mają małe oszczędności, ale duże apetyty i członkostwo w związkach zawodowych, a zatem mogliby spokój społeczny zaburzyć. Tymczasem chyba wypadałoby choć na emeryturze skończyć z rozdawnictwem pieniędzy części osób, które i tak muszą w kółko z podatków i składek na ZUS finansować sporą część społeczeństwa.