Reklama

Konkurencja na rynku będzie coraz większa

Czwarty kwartał ubiegłego roku na warszawskiej giełdzie należał do banków. Ich kursy rosły zdecydowanie szybciej niż pozostałych przedsiębiorstw. Również w tym roku ta grupa firm na razie skutecznie opiera się pogorszeniu koniunktury. Gdzie tkwią tajemnice ostatniego zainteresowania inwestorów akcjami banków? Jakie perspektywy rysują się przed nimi na ten rok?

Publikacja: 22.01.2005 07:13

W ostatnim kwartale minionego roku indeks sektora bankowego - WIG-Banki - zyskał blisko 14%. Tak dobry wynik był w pewnym stopniu pochodną wcześniejszej przeceny, która od kwietnia do sierpnia obniżyła kursy walorów z tej branży przeciętnie o 16%. Przyczyną zniżki była pojawiająca się coraz wyraźniej na horyzoncie oferta publiczna walorów PKO BP. Jednocześnie ten sam czynnik miał później pozytywny wpływ na notowania w sektorze. Ogromne zainteresowanie papierami PKO BP, redukcje zapisów, a potem udany debiut, który wypadł lepiej od najbardziej optymistycznych prognoz, wywołały wzrost popytu na akcje pozostałych banków. Szczególnie zyskały na tym największe instytucje w branży. Notowania mniejszych rosły w jednocyfrowym tempie. Okazało się, że wbrew przewidywaniom papiery PKO BP zostały wycenione wyżej niż już obecne na giełdzie banki. To w naturalny sposób sprzyjało wzrostowi ich cen, tym bardziej że w kolejnych tygodniach popyt na walory debiutanta nie słabł. Zauważmy przy tym, że wzrost zainteresowania akcjami banków zbiegł się w czasie z pierwszymi oznakami wyczerpywania się potencjału wzrostowego spółek przemysłowych, na których kondycji negatywnie odbijał się mocny złoty.

Branża z potencjałem

Sektor bankowy ma na warszawskiej giełdzie szczególną pozycję. Spółki wchodzące w jego skład mają duży udział w indeksach - w WIG stanowią ponad jedną czwartą, w WIG20 ok. 40%. Jednocześnie ich akcje charakteryzują się dużą płynnością, co czyni je obiektem zainteresowania zagranicznego kapitału. Zauważmy przy tym, że od przyszłej polityki inwestorów strategicznych polskich banków w dużym stopniu zależeć będzie atrakcyjność warszawskiego parkietu. W razie decyzji o zwiększeniu zaangażowania i potem wycofaniu akcji z rynku dojdzie do istotnego zmniejszenia płynności. To sprzyjałoby marginalizacji naszej giełdy.

Pod względem wielkości bilansowych (kapitały własne, aktywa) polski sektor bankowy jest największy w gronie krajów, które 1 maja 2004 r. weszły do Unii Europejskiej. Aktywa polskich podmiotów są dwa razy większe niż węgierskich. Branża pozostaje przy tym, zresztą jako jedyna na warszawskim parkiecie, w wieloletnim trendzie rosnącym. WIG-Banki na jesieni 1998 r. miał ok. 10 tys. pkt, teraz jest to 3,5 razy więcej. W tym samym czasie WIG wzrósł 2,5-krotnie. Przykład pierwszych lat członkostwa w Unii Europejskiej Hiszpanii i Portugalii pokazuje, że to właśnie notowania instytucji finansowych w największym stopniu zyskują na wartości.

W powszechnym odczuciu, a także w opiniach specjalistów, banki są jedną z bardziej perspektywicznych branż na polskiej giełdzie. Gdzie tkwi ich potencjał?

Reklama
Reklama

Pomimo że polski sektor bankowy jest największy w gronie nowych krajów członkowskich, to w odniesieniu do wielkości PKB znajdujemy się już w ogonie. Aktywa polskich banków komercyjnych stanowią niecałe 60% PKB. Na Węgrzech jest to ponad 65%, a w Czechach ponad 100%. Średnia dla krajów strefy euro to niecałe 250%. Przez ostatnie trzy lata aktywa pięciu podmiotów z branży bankowej, wchodzących w skład indeksu WIG20 (PKO BP, Pekao, BPH, BZ WBK oraz BRE), rosły przeciętnie o 4,6% co kwartał.

Kredyty w polskich bankach stanowią niecałą połowę aktywów. W Czechach tylko nieco więcej niż jedną trzecią, na Węgrzech blisko dwie trzecie. Depozyty mają blisko dwie trzecie udziału w pasywach. W przypadku największych banków giełdowych obserwujemy tendencję do stopniowego zwiększania się roli kredytów. W połowie 2002 r. stanowiły one niecałe 40% aktywów, teraz jest to blisko 43%. Widać natomiast obniżanie się roli depozytów, których udział w pasywach spadł z 66% w połowie 2002 r. do 63% obecnie.

Nasz sektor bankowy odstaje od pozostałych pod względem relacji kredytów do PKB, która nie przekracza 30%. U naszych południowych sąsiadów oraz na Węgrzech jest to ok. 40%, a w rozwiniętych krajach europejskich ponad 90%. Widać tu dużą korelację ze stopniem rozwoju gospodarczego poszczególnych państw. Ma on duży wpływ na potencjał rNajwyższe relacje aktywów czy kredytów do PKB mają Cypr czy Słowenia, w których dochód na mieszkańca odpowiada ponad 70% poziomu w Unii Europejskiej. W Czechach poziom zamożności stanowi niecałe 60% unijnego, na Węgrzech ponad połowę, a w Polsce jedynie ponad 40%.

Polskę i Czechy charakteryzuje duży udział papierów wartościowych w aktywach, który wynosi blisko jedną czwartą. Na Węgrzech jest to mniej niż jedna piąta. To wiąże się z finansowaniem przez banki długu publicznego. Równocześnie polskie banki dysponują pokaźnymi kapitałami własnymi. W odniesieniu do pasywów wynoszą ponad 8%, czyli o 2-2,5 pkt proc. więcej niż w Czechach i na Węgrzech. Porównanie wartości zebranych depozytów do PKB jeszcze raz potwierdza potencjał rozwoju usług bankowych w naszym kraju. Ta proporcja wynosi u nas ok. 36%. Podobnie jest na Węgrzech. Ale już w Czechach depozyty odpowiadają mniej więcej dwów trzecim PKB. W Eurolandzie stanowią ponad 80% PKB.

Polski sektor bankowy wypada też bardzo słabo w zestawieniu wypracowywanych zysków do PKB. Z jednej strony, na dochodowości negatywnie odbijały się wyższe niż w innych krajach regionu podatki od przedsiębiorstw, z drugiej - duże koszty działania. W obu kwestiach doszło w ostatnich dwóch latach do znaczącej poprawy. Podatki dla przedsiębiorstw zostały radykalnie zmniejszone. Średnia stopa podatkowa dla banków z indeksu WIG20 wyniosła w pierwszych trzech kwartałach 2004 r. 17,9%, podczas gdy w poprzednich trzech latach była blisko dwukrotnie większa. Równocześnie w 2003 r. dały się zauważyć pierwsze efekty restrukturyzacji kosztów. Zostało zlikwidowanych sporo placówek, zakończył się bardzo kapitałochłonny proces informatyzacji, doszło do redukcji zatrudnienia, choć tu efekt został obniżony poprzez wzrost średniego wynagrodzenia. Współczynnik kosztów działania banków do dochodów kształtuje się jednak wciąż jeszcze na wyższym poziomie niż w innych krajach. Pytanie, czy dalsza jego obniżka będzie następować w wyniku zmniejszania kosztów, czy też powiększania dochodów? Rezultaty osiągnięte wpierwszych dziewięciu miesiącach minionego roku pozwalają wierzyć, że w ten drugi sposób. Łączne koszty w BRE, BZ WBK, BPH, PKO BP oraz Pekao zwiększyły się o 3,7% (z 10,34 mld zł na koniec 2003 r., do 10,72 mld zł w III kw. 2004 r., licząc w oparciu o dane obejmujące ostatnie 4 kwartały), natomiast istotnie, bo o 6,5%, podniosły się dochody (z 15,28 mld zł na koniec 2003 r. do 16,28 mld w III kw. 2004 r.).

Pytanie też, w jakim stopniu na rozwoju całego sektora będą korzystać banki notowane na GPW. Zauważmy, że od pewnego czasu rola w gospodarce największych podmiotów giełdowych zmniejsza się. Łączne aktywa BRE, BPH, BZ WBK, Pekao i PKO BP na koniec 2001 r. odpowiadały 33,6% PKB, rok później było to 31,6%, a po III kwartale 2004 r. tylko 30,3%. To przekonuje, że ożywienie gospodarcze jeszcze w niewielkim stopniu dotarło do tej branży. Uzasadnione jest więc pytanie, czy wobec pojawienia się pod koniec ubiegłego roku niepokojących tendencji w gospodarce (słabszy wzrost produkcji, gorsza sprzedaż detaliczna, negatywny wpływ na kondycję firm umocnienia złotego) można liczyć, że ten rok przyniesie wyraźną poprawę. Można się obawiać, że inwestorzy windując na koniec 2004 r. do rekordowych poziomów kursy największych banków przesadzili z optymizmem. Wszak wyzwań na przyszłość nie brakuje.

Reklama
Reklama

Niższe marże,

większa skala działania

Jednym z ważniejszych wyzwań dla polskich banków jest obniżająca się systematycznie marża odsetkowa. Opisuje ona proporcję między wynikiem uzyskanym z działalności odsetkowej i aktywami. Mimo że w przypadku największych banków przez ostatnie lata marża już wyraźnie się zmniejszyła i wynosi aktualnie 3,27%, to i tak jest jeszcze wyższa niż w innych krajach europejskich. Przyjmuje się, że w miarę rozwoju sektora bankowego i rynku finansowego marża odsetkowa się zawęża. Jest to zrozumiałe, bo upowszechnianiu się usług bankowych sprzyjają niskie stopy procentowe, te zaś wpływają na wielkość marży. Z tym zagadnieniem związana jest też kwestia jakości portfela kredytów polskich banków. Należności nieregularne stanowią jego piątą część i pod tym względem dorównuje nam jedynie Słowacja. Specjaliści zwracają jednak uwagę, że jakość należności w różnym stopniu przekłada się na wyniki finansowe w różnych krajach ze względu na zróżnicowany stopień restrykcyjności przy klasyfikacji i tworzeniu rezerw celowych. Zauważalna jest przy tym dodatnia zależność pomiędzy wysokim udziałem kredytów nieregularnych, a stosunkowo niską wartością portfela kredytów w stosunku do aktywów. Jeśli udział kredytów nieregularnych jest wysoki, banki mogą niechętnie pożyczać pieniądze klientom ze względu na duże ryzyko niewypłacalności. Razem z poprawą kondycji gospodarczej kraju i niższymi kosztami kredytów ta sytuacja ma szanse zmieniać się na lepsze.

Obecny rok ma przynieść długo oczekiwane przyspieszenie akcji kredytowej. Liczy się głównie na przedsiębiorstwa, które mają nareszcie zacząć więcej inwestować. Ostatnie dane o podaży pieniądza (z grudnia 2004) tonują te nastroje. Ze strony przedsiębiorstw nie widać większej skłonności do zadłużania się. Zobowiązania tego sektora obniżyły się w porównaniu z grudniem 2003 r. o 3,7%. Za to w prawie 25-proc. tempie zwiększyły się depozyty. Natomiast gospodarstwa domowe chętniej zaciągają kredyty, ale po stronie depozytów obserwujemy od dłuższego czasu odpływ środków. W grudniu depozyty gospodarstw domowych przekraczały 192,5 mld zł (w połowie 2002 r. było to ponad 205 mld zł), a przedsiębiorstw wynosiły 84,9 mld zł. Po stronie kredytów proporcje były bardziej wyrównane: prawie 115,5 mld zł przypadało na gospodarstwa domowe, a blisko 127,5 mld zł na przedsiębiorstwa. Jeszcze w połowie 2003 r. kredytów zaciągniętych przez przedsiębiorstwa było o prawie połowę więcej niż przez gospodarstwa domowe (nieco ponad 94 mld zł wobec prawie 134,5 mld zł).

To uzasadnia optymizm bankowców co do wzrostu sektora detalicznego. W dalszym ciągu niemal połowa mieszkańców Polski nie posiada konta osobistego. Spośród 14,7 mln kart płatniczych w Polsce ok. 30-40% jest nieaktywnych. Karty kredytowe stanowią zaledwie kilka procent wydanych kart płatniczych. W porównaniu z innymi krajami UE, ciągle niska jest rola banków w zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych. Relacja udzielonych kredytów hipotecznych do PKB sięga w Polsce zalewie 5%, zaś w większości krajów zachodnich przekracza 50%. Największym polem do zagospodarowania pozostaje segment detaliczny. Szacuje się, że udział kredytów detalicznych w PKB w takich krajach jak Czechy, Węgry, Słowacja i Polska waha się pomiędzy 4 a 7% i jest kilkanaście razy niższy niż w rozwiniętych państwach europejskich. Odsetek kredytów detalicznych w łącznej wartości kredytów nie przekracza w naszym regionie jednej trzeciej, podczas gdy w strefie euro jest to około połowy.

Wyzwaniem w tym względzie jest doskonalenie sieci sprzedaży. Specjaliści zwracają uwagę, że sprzedaż produktu własnemu klientowi jest mniej więcej trzy razy tańsza niż znalezienie na rynku chętnego na ten produkt. Stąd warto skoncentrować działania na tzw. cross-sellingu, bazującego na wykorzystaniu potencjału pozyskanego klienta i sprzedaży mu jak największej liczby produktów. Temu ma służyć rozbudowa call-center i udoskonalanie komunikacji internetowej.

Reklama
Reklama

Nadzieje na wzrost popytu na kredyt wśród przedsiębiorstw uzasadnia też oczekiwany napływ środków pomocowych z Unii Europejskiej. Na wyobraźnię działa porównanie spodziewanego w latach 2004-2006 napływu środków z funduszy strukturalnych UE z aktywami polskich banków - będzie to stanowić 17%. W związku z tym, że projekty są dopiero refinansowane przez Unię, a przy wielu z nich wymaga się wkładu własnego, oczekuje się, że zapotrzebowanie na środki z kredytów bankowych w okresie budżetowym 2004-2006 wyniesie ok. 1,8 mld euro (blisko 7,4 mld zł). To 5,8% obecnego portfela kredytowego. Pamiętajmy przy tym, że ze względu na większą konkurencję marże banków z usług w segmencie korporacyjnym są niższe niż w detalicznym.

Prowizje coraz ważniejsze

Do tej pory spadek marż udawało się skutecznie kompensować również dzięki wyższym dochodom z prowizji. Na koniec 2001 r. wynik z tytułu prowizji stanowił w największych bankach niecałe 40% wyniku odsetkowego, w połowie 2003 r. było to już 45,5%, teraz jest to wyraźnie ponad połowa.

III kwartał przyniósł zahamowanie trwającego od długiego czasu wzrostu wyniku z prowizji. Za wcześnie byłoby mówić o definitywnym zatrzymaniu się, a tym bardziej odwróceniu dotychczasowej tendencji, ale wydaje się, że nie ma podstaw, by liczyć, że proporcje pomiędzy wynikiem odsetkowym a prowizyjnym będą się nadal zmieniać na korzyść tych drugich. Zdaniem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, usługi polskich banków są droższe niż w innych krajach europejskich, więc nasilająca się konkurencja będzie się przyczyniać do spadku cen. Jednocześnie w największych bankach Starego Kontynentu wynik z prowizji również stanowi około połowy wyniku odsetkowego. Ze względu na różnice w ewidencji w poszczególnych państwach trzeba to porównanie traktować z pewną rezerwą. Analizowanie tych proporcji dodatkowo zostanie znacząco zakłócone wprowadzeniem Międzynarodowych Standardów Rachunkowości - specjaliści podkreślają, że właśnie w klasyfikacji poszczególnych kategorii przychodów zajdą największe zmiany. Zwracają też uwagę na konieczność przejrzystego objaśnienia inwestorom korekt w sprawozdaniach, jakie wystąpią po sporządzeniu ich zgodnie z wymogami MSR-ów. Jeśli jakichś różnic nie da się wytłumaczyć jedynie procesem konwergencji, może to być przyjmowane przez rynek negatywnie.

Wynik operacji finansowych podlega znaczącym wahaniom. W I kwartale 2003 r. z tego tytułu pięć giełdowych banków z WIG20 wykazało blisko 935,5 mln zł (narastająco za 4 kolejne kwartały), na koniec 2003 r. było to już tylko niecałe 667 mln zł, w II kwartale 2004 r. jedynie 447,8 mln zł. Wraz z poprawą sytuacji na rynku obligacji w II połowie minionego roku wynik z tego tytułu też się podniósł. W III kwartale BRE, BZ WBK, BPH, PKO BP oraz Pekao zarobiły blisko 570 mln zł.

Reklama
Reklama

W tym roku na rynku obligacji będą się ścierać przeciwne tendencje. W Stanach Zjednoczonych nieuchronne są kolejne podwyżki stóp procentowych, a w Eurolandzie dyskusja o zaostrzeniu polityki pieniężnej rozgorzeje zapewne w połowie roku. W związku z tym na rynkach bazowych trudno liczyć na hossę. Natomiast w naszym kraju praktycznie przesądzona jest obniżka kosztów pieniądza. Pierwszy ruch RPP jest już zdyskontowany przez rynek, otwarte pozostaje pytanie o tempo dalszych cięć. Wybory parlamentarne i niepewność co do ostatecznego kształtu polityki nowego rządu niosą ze sobą dodatkowe ryzyko. Realny jest więc scenariusz, którego nie przeżywaliśmy w najnowszej historii naszej gospodarki, gdzie stopy w Polsce będą zmniejszać się przy jednoczesnym ich wzroście na świecie. Jak wtedy będzie reagował rynek papierów skarbowych?

Natomiast w dłuższej perspektywie czeka nas dalsza gra "na konwergencję", czyli dostosowywanie się podstawowych parametrów makroekonomicznych do unijnego poziomu. To pozwoli bankom osiągnąć zyski ze wzrostu wartości części portfela obligacji.

Malejące dochody z walut

Dochody z rynku walutowego stanowią w największych polskich bankach 7,4% zysku z działalności bankowej. Pochodzą one z transakcji zabezpieczających, wymiany walut, spekulacji. Razem z wprowadzeniem euro te dochody w dużej części znikną. Przedsmak tego da wejście naszego kraju do systemu ERM II. Przez dwa lata przed zamianą złotego na euro konieczne stanie się utrzymanie notowań naszej waluty w określonym przedziale w odniesieniu do wyznaczonego kursu. W przeszłości stosowano odchylenie +/- 15%, ale tym razem kilkakrotnie przedstawiciele Unii Europejskiej wspominali o korytarzu 2,5-proc.

Pod koniec ubiegłego roku Jarosław Pietras, sekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, mówił o konieczności rozpoczęcia dyskusji o warunkach przyjęcia euro. Chodzi o przybliżenie kursu ewentualnej wymiany i ustalenia korytarza wahań. W ostatnich dniach mówi się o połowie 2006 r., jako terminie wejścia do ERM II. Gdyby rzeczywiście w tym roku pojawiły się jakieś konkrety w tej sprawie, a zwłaszcza gdyby dyskusja zmierzała w stronę przyjęcia 2,5-proc. korytarza wahań, mogłyby się pojawić obawy o spadek dochodów banków z operacji na rynku walutowym. W dużym stopniu "żyją" one z jego zmienności. Z rozmów z analitykami wynika, że ryzyko z tym związane jest zupełnie nieuświadomione wśród inwestorów. Pojawienie się tego tematu na forum mogłoby zatem wywołać negatywne reakcje.

Reklama
Reklama

Przedstawiciele banków, do których rozesłaliśmy pytania o tę kwestię, nie widzą większego problemu związanego z przyjęciem w przyszłości euro. Przeważa opinia, że potencjał rynku, szczególnie segmentu detalicznego, jest na tyle duży, by umożliwić zastąpienie tej grupy dochodów innymi.

Konkurencja skupi się

na niszach

Wiele spekulacji budzi kwestia wzrostu konkurencji w sektorze. Zwraca się uwagę, że stopień rywalizacji podmiotów już jest wysoki, oferta krajowych instytucji zbliżona do tego, co jest do dyspozycji na świecie, a lokalne banki mają przewagę w postaci znajomości rynku. Dlatego mało prawdopodobne jest pojawienie się nowego silnego gracza z zagranicy, który zacząłby oferować uniwersalne usługi. Możliwe są natomiast dalsze działania zmierzające do zagospodarowania nisz produktowych takich jak kredyty ratalne, hipoteczne czy private banking. Ten proces już zresztą trwa. GE Money Bank czy PTF, przejęty przez hiszpańskiego Santandera, są jednymi z czołowych podmiotów udzielających kredytów samochodowych i hipotecznych. W tym roku planują rozwijać działalność detaliczną. Eurobank z sukcesem wdraża nowatorską strategię zbudowaną w oparciu o komunikację internetową i poprzez niewielkie placówki zlokalizowane w centrach handlowych.

Rywalizacja będzie zapewne narastać w segmencie funduszy inwestycyjnych (swoje wejście na nasz rynek zapowiedzieli światowi giganci, tacy jak Templeton i Fidelity). Tu jednak problemem jest zorganizowanie sieci sprzedaży. Jeśli ruszą duże projekty inwestycyjne, większą aktywność mogą zacząć wykazywać banki typowo inwestycyjne.

Reklama
Reklama

Polski sektor bankowy wykazuje relatywnie niewielki stopień koncentracji, co wskazywałoby na możliwość dalszego łączenia. Zresztą w opiniach specjalistów często powtarza się teza o nieuchronności pojawienia się w przyszłości drugiej fali fuzji. Udział pięciu największych banków w aktywach branży wynosi w Polsce 55%, na Węgrzech jest to 60%. Natomiast w Słowenii, Czechach oraz na Słowacji stanowi ok. 70%. W krajach unijnych sytuacja jest bardzo zróżnicowana, więc trudno mówić tu o jakimś jednolitym modelu systemu bankowego. W Szwecji pięć największych podmiotów ma ponad 80-proc. udział w aktywach sektora. Nieco mniejsza koncentracja występuje w Holandii i Belgii. Natomiast w Hiszpanii, Francji i Portugalii współczynnik ten mieści się pomiędzy 50-60%. W granicach 20-30% udziału w rynku ma pięć największych instytucji w Niemczech i we Włoszech.

O ile więc nie muszą pojawić się oddolne inicjatywy konsolidacji sektora to możliwe jest, że będą one pochodną decyzji inwestorów strategicznych polskich banków.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama