Niemal wszyscy więksi inwestorzy w piątek odpuścili sobie handel i  obroty z tego wynikające są w porównaniu z poprzednimi sesjami kosmetyczne. W sumie było to na 20 największych spółkach tylko 217 mln, czyli zdecydowanie mniej niż podczas czwartkowej pierwszej godziny handlu. Nic nowego po takiej sesji napisać nie można. Nie było żadnych sygnałów, które zanegowałyby ostatnią słabość rynku.

Sama obrona wsparcia ukształtowanego przez środowy i czwartkowy dołek (indeks) absolutnie takim sygnałem być nie może. Tym będzie dopiero dynamiczny wzrost przy większych obrotach. Ale na to jest zdecydowanie za wcześnie, o czym przekonała nas już poprzednia sesja, na której kontrakty nie mogły pokonać choćby tylko środowego szczytu.

Co dalej? Po takim zachowaniu rynku, nawet jeśli mocno się mylimy (i na przykład dołek już był), mimo wszystko nie ma innej możliwości jak zakładać dalszy spadek, a prognozę weryfikować tylko po sygnałach kupna, a nie już po zatrzymaniu przeceny. Taki przystanek, często zbyt szybko odbierany jako coraz mniejsza presja podaży, może się okazać kształtowaniem formacji flagi/chorągiewki, po której następuje kolejna podobna fala spadkowa. Powód do jej rozpoczęcia analitycy wymyślą później.

Jeden z nich przeszedł w tym tygodniu trochę niezauważony. Amerykański prezydent zaczął nową kadencję, co jednocześnie rozpoczyna najgorszy dla akcji okres. Oczywiście, skuteczność cyklu prezydenckiego zweryfikujemy za rok i na przyszły tydzień nie ma to znaczenia. Warto jednak zauważyć, że Bush ma najniższe (51% u Gallupa) poparcie społeczne ze wszystkich prezydentów rozpoczynających drugą kadencję, co również trudno uznać za dobre dla rynku akcji. Co ciekawe, średnia ocena z 4 lat prezydentury Busha (głównie dzięki początkowi kadencji) należy paradoksalnie do jednej z najwyższych.