Najniższą wartością WIG20 w czasie sesji okazało się 1807 pkt. Stało się to, czego się spodziewałem, tyle że... tydzień wcześniej. Trudno w tej chwili o jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy wczoraj był dołek i nastąpi odwrócenie trendu. Co prawda, wsparcie znajduje się nieco niżej, bo w okolicy 1780 pkt, lecz wystąpiły już symptomy odwrócenia krótkoterminowego trendu spadkowego.
Otóż za sprawą giełd zagranicznych sesja zaczęła się luką bessy. Na otwarciu zostało przełamane podwójne czy nawet potrójne dno z ubiegłego tygodnia w okolicy 1825 pkt. Najniższą wartość WIG20 zanotowano już w pierwszych 15 minutach handlu. W miarę odrabiania strat przez indeksy zagraniczne, podnosił się i WIG20. Jednak około godziny 13.00 zszedł znów niemal do dna - 1810 pkt. Jest to znaczący fakt. O ile bowiem, krótko po otwarciu nie doszło do znacznego obrotu w pobliżu dna, bo na początku sesji zwykle nie ma większego popytu, o tyle w połowie sesji kierowana strachem podaż miała okazję do znaczącego skrócenia pozycji. A przecież dokładnie o to chodzi. Zebrane nad rynkiem czarne chmury musiały znaleźć wyładowanie. Wnioskuję stąd, że podaż uległa osłabieniu (wyładowaniu), co powinno przełożyć się na kolejne sesje. Odbiciem takiej sytuacji w analizie technicznej jest formacja podwójnego dna, którą widać na wykresie minutowym.
W układzie dziennym powstała świeca przypomina młotek. Wyraźnie go widać natomiast na wykresie kontraktów terminowych. Dodajmy, że do końca sesji indeks domknął w całości lukę. To są pozytywy. Z negatywów natomiast należy wymienić niski wolumen obrotu i brak kapitału zagranicznego.
Na marginesie debiutu Zelmera - często spotykam się z opinią, nie tylko w odniesieniu do tej spółki, że nie będzie się nią interesować kapitał zagraniczny, bo nie wejdzie w skład indeksu WIG20. Skąd takie ograniczenia? Czyżby za granicą byli sami arbitrażyści, sprzedający nasze futures i kupujący akcje z indeksu? A może wobec tego należy postulować zmianę indeksu na WIG40 czy nawet wzorem Nasdaq na 100?