Połowa efektu
Zachowanie notowań giełdowych spółek na początku 2005 roku w powszechnym odczuciu było zaprzeczeniem efektu stycznia. Indeks WIG20 najwyższą wartość zanotował na pierwszej sesji w roku, po czym w ciągu trzech tygodni stracił prawie 7%.
Mimo że miesiąc kończył się serią sześciu kolejnych wzrostów, to nie udało się odrobić nawet połowy poniesionych strat. Ale im mniejsze spółki będziemy uwzględniać w wyliczaniu styczniowej stopy zwrotu, tym sytuacja wyglądać będzie lepiej z punktu widzenia posiadaczy akcji. O ile strata WIG20 wynosi 3,7%, o tyle MIDWIG obniżył się już tylko o niecałe 1,5%. WIRR skończył miesiąc niemal na tym samym poziomie, na którym zamknął 2004 rok (+0,6%), natomiast Indeks Cenowy wyliczany przez PARKIET zyskał 2,4%. Do historycznego maksimum z 4 października zeszłego roku brakuje już tylko 104 pkt. Efekt stycznia w klasycznej postaci mówi przede wszystkim o przewadze małych spółek nad resztą rynku. Zatem przynajmniej w części warszawska giełda zachowała się zgodnie ze "standardem".
Na marginesie - do słabego zachowania WIG20 nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi w kontekście tego, jak wyglądać będzie reszta 2005 roku. Powiedzenie "jaki styczeń, taki cały rok", jak wiele prawd obiegowych, traktuje rzeczywistość niezwykle powierzchownie. Pozostając w tym "klimacie" można stwierdzić, że spadek WIG20 w pierwszym miesiącu roku jest nawet korzystny. Łamie bowiem obowiązujący w przeszłości schemat zachowania warszawskiej giełdy, zgodnie z którym na jesieni kształtują się dołki, wiosną szczyty. Oto budowane na początku roku wierzchołki (1994, 1997, 2000) poprzedzane były efektem stycznia. Skoro zwyżki nie było, nie będzie i szczytu - można stwierdzić. Niestety, rzeczywistość jest trochę bardziej złożona.
W różnych