Po wzroście spowodowanym atakiem zimy w USA na międzynarodowy rynek naftowy powróciła tendencja spadkowa. W połowie zeszłego tygodnia impuls do zniżki notowań dała wiadomość o zwiększonej podaży tego surowca w Stanach Zjednoczonych mimo grudniowej decyzji OPEC o jej ograniczeniu.

Spadek cen ropy przyhamowały na krótko obawy przed atakami na irackie instalacje naftowe podczas niedzielnych wyborów. Podobny efekt miała wypowiedź przedstawiciela amerykańskiego Departamentu Handlu, który uznał za zaniżoną ocenę wzrostu gospodarczego USA w IV kwartale. Większa aktywność ekonomiczna sugerowałaby wzrost zapotrzebowania na paliwa płynne i w konsekwencji ich cen.

Notowania zaczęły znów spadać, gdy okazało się, że w Iraku uniknięto akcji sabotażowych, a uczestnicy konferencji ministerialnej OPEC zrezygnowali z dalszej redukcji wydobycia. Dodatkowym bodźcem do zniżki cen ropy były najnowsze prognozy meteorologiczne, zapowiadające na najbliższe trzy miesiące wyższe niż zwykle temperatury w północnej części USA. Ponieważ oznacza to spadek zapotrzebowania na olej opałowy, przestano przejmować się jego zmniejszoną podażą, m.in. wskutek ograniczenia produkcji przez amerykańskie rafinerie przechodzące sezonowe przeglądy techniczne.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w marcu płacono wczoraj po południu 44,50 USD w porównaniu z 44,82 USD w końcu sesji wtorkowej i 46,51 USD w poprzednią środę.