W ciągu ostatnich tygodni rynek nie szczędził frustracji analitykom i inwestorom. Potężne tąpnięcie z połowy stycznia przekonało większość optymistów, że hossa ostatecznie dobiegła końca i czas zmienić opinię o rynku. Wzrost rozpoczęty pod koniec miesiąca miał być już tylko korektą w trendzie spadkowym. Luki bessy i czarne korpusy, które powstały podczas styczniowych spadków, wydawały się zaporą nie do pokonania. Tymczasem przez ostatnie dwa tygodnie WIG20 rósł jak po sznurku nic sobie nie robiąc z licznych barier. W piątek dotarł do ostatniej dziennej luki oraz do połowy tygodniowej długiej czarnej świecy z początku stycznia. Przyśpieszenie wzrostu pod koniec sesji i zamknięcie na poziomie dziennego maksimum sugeruje jednak kontynuację zwyżki. Styczniowy szczyt jest już tak blisko, że WIG20 powinien go przetestować choćby tylko siłą rozpędu. Najdłuższa od września seria wzrostów oznacza, że impet jest bardzo duży i nawet gdyby od poniedziałku zaczęło się jego wytracanie to i tak indeks może pokonać jeszcze spory dystans. W okolicach szczytu powinno dojść jednak do jakichś zawirowań. Na przykład do wybuchu euforii z powodu jego przekroczenia. Euforia z kolei często poprzedza poważniejszy spadek.

Gdy nie wiadomo, co myśleć o rynku, należy spojrzeć na wykresy z dalszej perspektywy. Szczególnie istotna wydaje się długoterminowa linia trendu wzrostowego na wykresie logarytmicznym. Biegnie ona przez dołki z lipca i listopada 2003 oraz z sierpnia 2004. Dwa tygodnie temu to właśnie ta linia powstrzymała spadki i została potwierdzona czwarty raz. Linia ta stanowi jednocześnie dolne ramię ogromnego klina zwyżkującego. Górne ramię formacji przechodzi przez szczyty z kwietnia 2004 oraz początku stycznia 2005. Wymowa formacji jest negatywna. W obecnej sytuacji oznacza to, że ewentualne przekroczenie styczniowego szczytu prawdopodobnie będzie pułapką i być może ostatnią okazją do ucieczki z rynku po korzystnych cenach. Pozytywnym sygnałem byłoby dopiero wybicie górą z klina i przełamanie dywergencji na oscylatorach.