Efektownie kończą tydzień europejskie giełdy. Indeksy najważniejszych rynków mają najwyższe wartości w tej fali wzrostowej, co dla wielu oznacza przynajmniej 52-tygodniowe rekordy. W tym gronie znajduje się niemiecki DAX, francuski CAC-40, brytyjski FT-SE 100, hiszpański Madrid General i włoski Mibtel. To indeksy pięciu spośród sześciu największych (pod względem kapitalizacji) giełd naszego regionu. Szwajcarskiemu SSMI do rocznego maksimum zabrakło 20 punktów, a więc niecałe 0,5%.

Czy coś może zepsuć ten sielankowy obraz rynków Starego Kontynentu? Wydaje się, że takie możliwości ma tylko kurs EUR/USD. Sygnał do zwyżki na europejskich rynkach dał bowiem zwrot na rynku walutowym i umocnienie dolara w odniesieniu do euro. To bowiem zwiększa zyski spółek uzależnionych od eksportu. Wraz z umocnieniem dolara poprawia się konkurencyjność europejskich produktów na rynku chińskim - kurs tamtejszej waluty jest z dolarem ściśle związany.

Wykres EUR/USD dotarł do poziomu 1,28, a nawet chwilowo spadł poniżej tej wartości. Tutaj znajdują się szczyty z pierwszej połowy 2004 roku, tutaj także przebiega główna długoterminowa linia trendu. Od szczytu z 30 grudnia (1,36) euro straciło 6,4%. To jeszcze mieści się w granicach średnioterminowej korekty głównego trendu. Podobny rozmiar miały spadkowe ruchy na wykresie EUR/USD w połowie 2003 roku i na początku 2004 roku. Na razie odbicie od 1,28 jest mizerne, ale jeśli eurobyki mocniej wezmą się do roboty, to mogą postraszyć powrotem silnej wspólnej waluty. A tego akurat posiadacze akcji europejskich spółek mogliby sobie nie życzyć.

Do ataku na grudniowy szczyt szykuje się amerykański S&P 500. Celem byków w tej fali wzrostowej jest poziom 1250 punktów. Tutaj znajduje się 62-proc. zniesienie bessy 2000-2002. Na marginesie - europejskie giełdy są mniej zaawansowane w odrabianiu strat. Na przykład niemiecki DAX dopiero zbliża się do 38-proc. zniesienia internetowej bessy (4500 pkt). Na zamknięcie piątkowej sesji indeks miał 4387,8 pkt.