Rynek wciąż trzyma inwestorów w niepewności. Szóstą sesję z rzędu WIG przebywa w okolicy szczytu z 3 stycznia. Spekulacyjny kapitał nie lubi takich przystanków w okolicach maksimów i potrafi znienacka rozpocząć korektę. Widać brak siły popytu, nawet po publikacji ważnych raportów kwartalnych, które miały być ostatnią zaporą przed wzrostem (w przypadku gdyby wyniki okazały się zgodne lub lepsze od konsensusu rynkowego). Tymczasem wyniki PKO BP były zgodne z oczekiwaniami, Agory znacznie lepsze (dodatkowo spółka "kusiła" prognozą 10-proc. wzrostu rynku reklamy w 2005 r. i dywidendą), ale reakcja była co najwyżej mizerna (+0,4% w przypadku PKO BP i +1,3% Agory). Jedynie PKN pokazał po raz kolejny swoją siłę (na 25 ostatnich sesji mieliśmy tylko dwa czarne korpusy świec!). Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że publikacja wyników (dopiero 1 marca) rozpocznie falę spadkową związaną z realizacją zysków. Z drugiej strony, wyniki słabsze od oczekiwań są mocno przez rynek karane. Na razie dzieje się tak tylko w segmencie spółek mniejszych i średnich (zachowanie Kabli, Relpolu czy Wilbo), ale atmosfera niepewności jest wyczuwalna.
Serwisy informacyjne coraz więcej miejsca poświęcają możliwości zawirowań politycznych na rynkach naszego regionu. Zbliża się bowiem rok wyborczy na Węgrzech, Słowacji i w Czechach (2006), o naszym zamieszaniu nie wspominając. Data wyborów wciąż pozostaje niewiadomą, a utrata poparcia PO i PiS zwiększa niepewność na rynkach finansowych.
Mamy więc za sobą kolejną sesję konsolidacji, z bardzo niskimi obrotami (część winy za taki stan rzeczy przypisuję warszawskim feriom) i słabą końcówką (zamknięcie na minimum dzięki osłabnięciu TP, PKN i Agory i spadkowi Prokomu). Przełomu nie było, ale też zarysowały się możliwość dryfowania w okolicach poprzednich szczytów oraz obawy przed brakiem pozytywnych reakcji na dobre wyniki finansowe.
Zwróć uwagę na:
Irena - obrona wsparcia przy zwiększonych obrotach.