Wczorajszy raport japońskiego rządu rozczarował ekonomistów, którzy przewidywali, że druga gospodarka świata w ostatnim kwartale zeszłego roku powróciła na ścieżkę wzrostu, rozwijając się w tempie 0,7%.

Japoński PKB spadał nie tylko w czwartym kwartale. Po uaktualnieniu wcześniejszych danych okazało się, że także w drugim i trzecim - odpowiednio w rocznym tempie 0,2% i 0,3%. To dla ekonomistów oznacza, że gospodarka zanotowała czwartą recesję (co najmniej dwa kwartały z rzędu, kiedy PKB się zmniejsza) na przestrzeni ostatnich trzynastu lat. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce na przełomie lat 2001/2002.

Władze nie chcą jednak mówić o recesji, twierdząc, że oficjalnie kondycja gospodarki oceniana jest na podstawie szeregu innych wskaźników, nie tylko kwartalnego PKB. - Nie zmieniliśmy naszej oceny mówiącej, że gospodarka cały czas w umiarkowanym tempie się odradza - powiedział premier Junichiro Koizumi dziennikarzom. To potwierdzałby PKB liczony rok do roku - wzrósł w zeszłym roku o 2,6%, co jest najlepszym rezultatem od 1996 r.

Na kiepskich wynikach japońskiej gospodarki w ostatnich kwartałach odbił się przede wszystkim słabnący popyt wewnętrzny. W minionym był to m.in. efekt tajfunów i trzęsień ziemi oraz ciepłego początku zimy, ale ekonomiści obawiają się, że wydatki konsumentów pozostaną niskie, jeśli nie zahamuje się spadku płac i nastąpi planowana podwyżka podatków. Minister finansów Sadakazu Tanigaki wczoraj zapowiedział, że na wycofanie się z niej nie ma co liczyć, bo rząd musi zmniejszać dług publiczny, obecnie najwyższy na świecie.