Piątkowe notowania pokazały, że w rejonie 2050 pkt WIG20 znalazł krótkoterminowy punkt równowagi. Z jednej strony przed południem mieliśmy spadek. Widząc jednak, że podaż nie wykazuje dużej aktywności, kupujący szybko przystąpili do akcji. Ruch w górę przyszedł tym łatwiej, że początkowo obroty nie były zbyt duże w porównaniu z poprzednimi dwiema sesjami. Indeksy ustanowiły nowe rekordy, ale im bliżej było końca sesji, tym zyski szybciej topniały. Zresztą słabnięcie popytu w dwóch ostatnich godzinach handlu obserwowaliśmy również w środę i czwartek. W połączeniu ze skokowym wzrostem aktywności na ostatnich sesjach można przyjąć, że spora część inwestorów wykorzystała skok cen akcji do ich dystrybucji. Kluczowe więc jest teraz pytanie, czy znajdą się chętni do odkupienia walorów po jeszcze wyższych cenach i jak zachowają się ci, którzy je nabyli, jeśli notowania przestaną rosnąć - zaczną sprzedawać czy będą trzymać zakupione walory w portfelach.

Zarysowanie się na wykresie węgierskiego BUX hiperboli przekonuje, że na tamtejszym parkiecie mamy do czynienia z euforią. W równie szybkim tempie zyskiwały ostatnio austriacki ATX oraz czeski PX50 pokazując, że moda na spółki mogące skorzystać na poszerzeniu Unii nie minęła. Jednak powoli zaczynają się pojawiać głosy, że akcje na tych rynkach są przewartościowane. Patrząc przez pryzmat wyników naszych spółek trudno też znaleźć uzasadnienie dla ostatniego wzrostu. Wypracowane rezultaty nie rozczarowują, ale największe firmy nieco zaciemniają obraz. Spora grupa spółek osiągnęła gorsze zyski niż przed rokiem. W pierwszej połowie 2004 r. zdarzało się to sporadycznie, III kwartał minionego roku przyniósł natomiast pierwsze ostrzeżenia. Teraz się one potwierdzają.

W związku z uzasadnionymi przypuszczeniami, że od kilku miesięcy to zagraniczny kapitał rozdaje karty na warszawskim parkiecie, osłabienie nastrojów na giełdach w USA jest niekorzystnym zjawiskiem. W razie dalszego pogorszenia trzeba liczyć się z tym, że również u nas posiadacze akcji będą wykazywać większą nerwowość.