W grudniu sprzedaliśmy za granicą towary o wartości 5,34 mld euro (w grudniu 2003 r. za 4,54 mld euro) - podał wczoraj NBP. - To dobre dane. Wskazują na to, że w grudniu nadal był popyt na polskie towary za granicą, mimo trwającej już wtedy pół roku aprecjacji złotego - twierdzi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK. Dynamika była jednak nieco mniejsza niż w poprzednich miesiącach (w listopadzie wzrost wyniósł ponad 24%). - To efekt spowolnienia produkcji przemysłowej, które było już widoczne pod koniec ub.r. - wyjaśnia Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomista Banku Handlowego.
Nadal mamy jednak 2-cyfrowy wzrost. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie informacja NBP sprzed kilku tygodni. Na początku lutego bank centralny podał - opierając się na wynikach własnego badania przedsiębiorców - że eksport stał się nieopłacalny. Nastąpiło to w I kwartale tego roku. Z badania wynikało ponadto, że eksporterzy spodziewają się spadku liczby zawieranych umów. Być może znajdzie to odzwierciedlenie w bilansie płatniczym za styczeń.
Import wyniósł w grudniu 5,99 mld euro i był o 15,4% większy niż przed rokiem. W efekcie handel towarowy zamknął się deficytem na poziomie 652 mln euro. - Dzięki dużym transferom pieniędzy z Unii Europejskiej, deficyt obrotów bieżących okazał się znacznie mniejszy od oczekiwań - tłumaczy K. Zajdel-Kurowska. Wyniósł 275 mln euro. Ekonomiści spodziewali się ok. 470 mln euro (saldo transferów bieżących wyniosło 489 mln euro).
Deficyt w bilansie płatniczym w całym 2004 r. zmniejszył się do 2,97 mld euro z 4,11 mld euro w 2003 r., czyli, jak szacuje ekonomistka BH, z 2,2% do 1,5% PKB.
Napływ kapitału na polską giełdę