Sesja poniedziałkowa zakończyła jeden z najgorętszych miesięcy, który z perspektywy ostatnich lat da się porównać jedynie z sierpniem 2003 roku, gdy indeks wchodził w ruch hiperboliczny. Efekt stycznia wystąpił zatem w lutym. Powstaje w związku z tym pytanie, czy marzec, który tak źle kojarzy się na GPW, okaże się miesiącem obfitości dla giełdowych graczy?

Indeks, rozprawiając się ostatecznie na wykresie w ujęciu miesięcznym z poziomem 62--proc. zniesienia "wielkiej bessy" z lat 2000-2001, dał do zrozumienia, iż gotów jest zmierzyć się z historycznym szczytem na 2510 pkt. W ubiegłym tygodniu wbrew temu, czego można by oczekiwać po wzrostowym klinie, nastąpiło wybicie poprzez jego górne ograniczenie. Piątkowa luka hossy i najwyższe od lat obroty wskazywały na ogromną determinację i siłę kupujących. Stąd do euforii było blisko. Jak bardzo blisko?

Odpowiedzi na to pytanie mogła udzielić sesja poniedziałkowa. Gdyby został przekroczony poziom 2150 pkt, wówczas najprawdopodobniej rynek wszedłby w ruch hiperboliczny. Przypomnę, że 2150 pkt to zasięg wybicia z prostokąta, jaki kształtował się przez cały niemal ubiegły tydzień. Jeśli ów poziom zostałby przekroczony, to przypuszczenia, iż mamy do czynienia z flagą, nabrałyby realnego kształtu. Tymczasem do kontrataku przystąpiła podaż, podając w wątpliwość wariant zakładający błyskawiczny ruch na północ.

Co gorsza, formacja objęcia bessy, jaka pojawiła się na wykresie, ma wystarczający potencjał, by doprowadzić do mocniejszej przeceny. "Objęcie" jest uznawane za jeden z najsilniejszych prospadkowych układów, ale nie w przypadku, gdy poprzedza je luka hossy - wtedy to ona ma decydujące znaczenie.

Jeśli zatem 2080 pkt będzie w stanie powstrzymać napór podaży na najbliższych sesjach, to obecny wśród inwestorów niepokój, nie pozwalający w tej chwili na silniejszy wzrost, okazać się może jeszcze o wiele lepszym prognostykiem na przyszłość (przynajmniej tę widzianą w horyzoncie dłuższym niż 1-2 sesje) niż euforyczny owczy pęd.