O poziomie notowań na rynku walutowym decyduje ostatnio polityka. Wczoraj tematem numer jeden było wystąpienie premiera Belki, w którym zapowiedział rezygnację z funkcji na początku maja. Opowiedział się także za czerwcowym terminem wyborów. Teoretycznie jest to rozwiązanie korzystne, bo daje nowemu rządowi więcej czasu na skonstruowanie sensownego budżetu na 2006 rok. Szybciej kończy też polityczne zamieszanie. Ale rynek walutowy ma jednak wątpliwości, jak interpretować wczorajsze wystąpienia. Początkowo złoty umocnił się

i kurs EUR/PLN znalazł się na poziomie 3,899, a USD/PLN na 2,972. Wieczorem, kiedy płynność rynku jest z reguły niższa, przyszedł ruch w drugą stronę. Za euro trzeba było już zapłacić 3,94 zł, za amerykańskiego dolara 3 zł.

To wieczorne osłabienie naszej waluty może posiać wątpliwości w sercach tych inwestorów, którzy dopiero zajęli w złotym długie pozycje. Znaczne oddalenie wykresów EUR/PLN i USD/PLN od najszybszych nawet linii trendu pokazuje, że sprężyna jest bardzo mocno napięta. Niedługo może pęknąć, ale na razie nie ma co mówić o zmianie długoterminowej tendencji na złotym.