W piątek na wykresie dziennym pojawiła się mała biała świeczka. Jej dolny knot pokazuje nieudaną próbę zepchnięcia rynku w dół. Ożywienie pod koniec sesji i zamknięcie w pobliżu dziennego maksimum jest pozytywnym sygnałem, ponieważ znaczy, że rynek nie reaguje na opór wyznaczony przez górną połowę długiej czarnej świecy ze środy. Na początku poniedziałkowej sesji można więc spodziewać się wzrostu. Później może być już gorzej, bo w okolicach 2090 pkt znajdują się połowa tygodniowej czarnej świecy oraz 62-proc. zniesienie ostatniej fali spadkowej.

Odbicie przyszło w samą porę, ponieważ czwartkowe minimum wypadło niemal dokładnie na linii łączącej szczyty z kwietnia 2004 r. i stycznia 2005 r. Linia ta stanowiła górne ramię dużego klina, z którego WIG20 wybił się w połowie lutego. Powrót pod linię oznaczałby zanegowanie tego pozytywnego sygnału. Poza tym dzięki ostatnim wzrostom korpus tygodniowej czarnej świecy uległ skróceniu i nie zakrywa już całego białego korpusu z poprzedniego tygodnia. Zamiast objęcia bessy mamy przez to do czynienia z zasłoną ciemnej chmury. Negatywna wymowa tej formacji jest słabsza. Niestety, dynamika niedawnego tąpnięcia była tak duża, że należy liczyć się przynajmniej z próbą "poprawienia" czwartkowego dołka.

Okolice wspomnianej linii mogą być więc interpretowane jako granica pomiędzy lokalną korektą a poważniejszymi kłopotami. Piszę "okolica", ponieważ przy obecnej zmienności rynku trzeba przyjąć dość szeroki margines błędu, by zmniejszyć prawdopodobieństwo powstania przypadkowego, fałszywego sygnału sprzedaży. Rozsądnym kompromisem wydaje się poziom 1980 pkt, w pobliżu którego znajduje się styczniowy szczyt oraz dolna połowa długiej białej świecy.

Zastanawiając się, czy poniedziałkowy szczyt był długoterminowym punktem zwrotnym warto spojrzeć na RSI i MACD. Oba wskaźniki niedawno znalazły się na najwyższym poziomie od sierpnia 2003 r. O długoterminowych negatywnych dywergencjach nie ma więc mowy. Mała dywergencja powstała na RSI, jednak obejmuje ona tylko dwa tygodnie i potencjał spadkowy wynikający z niej mógł się wyczerpać podczas ostatniego tąpnięcia.