Piątek na rynku terminowym upłynął pod znakiem wzrostowej korekty ostatniego silnego spadku. Czerwcowa, najbardziej płynna w tej chwili, seria kontraktów na indeks WIG20, zakończyła dzień zwyżką o niespełna 0,8% (1960 pkt). Wyrysowana na wykresie dziennym szpulka nie pozostawia jednak wątpliwości co do charakteru wczorajszej sesji. Nie pozostawia również wątpliwości, z jakim rynkiem będziemy mieć do czynienia w najbliższych tygodniach.
Zdecydowana przewaga podaży, objawiająca się, czy to poprzez luki bessy, długie czarne świece, czy też liczne sygnały sprzedaży na podstawowych wskaźnikach, muszą znaleźć odbicie w dalszych spadkach. Zwłaszcza że sygnały sprzedaży płyną również z wykresu tygodniowego. Wystarczy wspomnieć negatywne dywergencje, pierwsze sygnały sprzedaży na podstawowych wskaźnikach czy też zejście kontraktów poniżej grudniowego szczytu. Tworzenie się przynajmniej średnioterminowego szczytu potwierdza również obserwowany od czterech tygodni wzrost obrotów. W tej sytuacji pytanie, jakie w tej chwili powinni sobie zadać gracze, nie brzmi, czy spadki będą kontynuowane, ale kiedy będą kontynuowane i jak nisko dotrą kontrakty?
Obecnie największą przeszkodą w kontynuacji spadków jest krótkoterminowe wyprzedanie oraz znajdująca się w okolicach 1920 pkt dwuletnia linia hossy. Ten pierwszy czynnik po dwóch dniach stabilizacji przestanie mieć znaczenie. Natomiast o linię hossy zapowiada się ciężka bitwa. Argumenty podaży są znane. Popyt przeciwstawia im dwa lata wzrostu. Ponadto byki po swojej stronie będą miały również RPP oraz kalendarz. Perspektywa obniżki stóp procentowych już w marcu może zmniejszać bowiem ochotę do sprzedaży. Dwa świąteczne tygodnie również. Tym samym jest szansa, że do końca marca zagości trend boczny.