Ostatnią falę wzrostową na europejskich rynkach akcji napędzało słabnące euro. W zeszłym roku wspólna waluta wywierała silną presję na marżach europejskich eksporterów. Dlatego osłabienie euro na początku roku przyjęte zostało z ulgą - jako zapowiedź poprawy wyników spółek sprzedających na rynek amerykański. Ale zeszłotygodniowy odwrót kursu EUR/USD spod grudniowego szczytu nie wywołał już fali zakupów na europejskich rynkach akcji. W komentarzach coraz częściej pobrzmiewać zaczyna nuta recesyjna - oto znajdującą się i tak w słabej kondycji gospodarkę niemiecką nękać zaczyna inflacja. To może dodatkowo osłabić tamtejszych konsumentów i negatywnie odbić się na wynikach spółek.

Odbiciem obaw inwestorów o rezultaty przedsiębiorstw jest spadek niemieckiego DAX poniżej 4,3 tys. pkt. Na tej wysokości (na razie wsparcie zostało przebite o 4 pkt.) znajduje się linia szyi czterotygodniowej formacji podwójnego szczytu. Jej wysokość - 130 punktów - zapowiada zniżkę do 4170 pkt. i zakończenie średnioterminowego trendu wzrostowego. Na wykresach niektórych indeksów analogiczne formacje zostały już zbudowane. Wczoraj ruchy powrotne do przełamanych wsparć wykonały londyński FT-SE 100 i madrycki SMSI. W obydwu wypadkach przebite zostały najszybsze linie trendu, ale bardzo ryzykowanie jest zakładać, że ukształtowane formacje sygnalizują koniec hossy.

Dodatkową zachętą do pozbywania się akcji jest zachowanie giełd amerykańskich. Na początku wczorajszej sesji Nasdaq Composite, po raz pierwszy od trzech miesięcy, znalazł się poniżej 2 tys. pkt. Popyt podjął walkę. Jej wynik ustawi notowania na najbliższe tygodnie. Na wysokości 2 tys. pkt znajduje się bowiem ważne wsparcie, wyznaczane przez dołek z końca stycznia. Jego przebicie otwiera przed niedźwiedziami szerokie perspektyw - ze spadkiem do 1760 pkt. i próbą ukształtowania długoterminowego podwójnego szczyt włącznie. Co taka formacja oznaczałaby dla światowych rynków akcji lepiej na razie nie pisać. Byki wciąż przecież walczą.