Pierwsza w skróconym tygodniu sesja upłynęła w iście świątecznym nastroju - obrót akcjami 20 największych spółek ledwo przekroczył 250 mln zł. Inwestorzy mogą być o tyle zadowoleni, że indeks nie pogłębił spadku. Jednak jego techniczny obraz jest wciąż bardzo niepokojący. Przełamanie średniej kroczącej ze 100 sesji otworzyłoby drogę do kolejnej fali silnej wyprzedaży.

Przebicie ważnego wsparcia na wysokości 1990 pkt dokonało się na tyle wiarygodnie i pewnie, że teraz szybki powrót powyżej tego poziomu jest mało realny. Raz że oporowi będzie pomagać teraz rozległa luka bessy, dwa, że jest to lokalny wierzchołek z 3 stycznia.

Najważniejsze znaczenie dla trendu wzrostowego w średnim terminie ma obecnie (prócz wspomnianej wyżej SK-100) obrona 62-proc. zniesienia fali hossy z okresu styczeń-luty. Znajduje się ono na poziomie 1930 pkt, czyli zaledwie kilka punktów ponad średnią. Przełamanie tej strefy wsparcia prawdopodobnie spowoduje szybką wyprzedaż i spadek indeksu w okolice 1810 pkt. Po drodze będzie jedno istotniejsze wsparcie (1875 pkt - m.in. 24-proc. zniesienie hossy z lat 2002-2005 i szczyt z kwietnia 2004 r.), ale chyba nie na tyle silne, by zatrzymać spadek.

Jeśli scenariusz ten miałby się zrealizować, najlepsze, co mogłoby nas potem spotkać, to korekcyjny ruch wzrostowy do mniej więcej (może nawet) obecnego poziomu, ale to z kolei zrodziłoby ogromne zagrożenie utworzeniem się kilkumiesięcznej głowy z ramionami. Mogłaby ona definitywnie zakończyć okres prosperity na GPW i skutkować spadkiem indeksu do 1600 pkt.

Tak czarny scenariusz nie jest oczywiście jedynym możliwym. Sądzę, że przy kursie euro na poziomie 4,3 zł powinny znów "wrócić" zyski eksporterom, i to one mogą wówczas przejąć od "czołówki" indeksu WIG20 ciężar podtrzymywania rynku. Nie wiem, czy przełoży się to na jego wzrost, ale na pewno nie spowoduje jego spadku. Skrajnie silny złoty nie może pozostawać bez wpływu na przedsiębiorstwa i wówczas szukałbym dołka na wspomnianych wyżej poziomach.