Aż o 29,4% wzrósł w styczniu eksport polskich towarów w stosunku do stycznia 2004 r. - wynika z opublikowanych wczoraj przez NBP danych o bilansie płatniczym. Za granicą sprzedaliśmy towary o wartości ponad 5,5 mld euro. - Spodziewaliśmy się wzrostu o 20%, a mamy prawie 30% - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.
Jak to się dzieje, że eksport rośnie tak szybko, skoro przedsiębiorcy już od kilku miesięcy alarmują, że silny złoty psuje im biznes? NBP podał na początku lutego, powołując się na badania ankietowe, że eksport w dolarach już stał się nieopłacalny, a w euro jest na granicy opłacalności.
- Co innego dynamika, a co innego opłacalność. Gdzieś przecież sprzedawać trzeba - komentuje M. Reluga. - Poza tym, kontrakty nie muszą być wcale rozliczane w oparciu o bieżące kursy złotego - dodaje. Inny możliwy powód wysokiej dynamiki to dosyć słaby eksport w styczniu 2004 r., przed wejściem Polski do UE.
Kolejna sprawa to wiarygodność danych dotyczących obrotów handlowych. Od maja ub.r. informacje o obrotach handlowych Polski z zagranicą są zbierane w tzw. systemie Celina, do którego trafiają z dwóch źródeł: Intrastatu (wymiana Polski z UE) oraz dokumentów SAD (handel z pozostałymi krajami). Nowością jest Intrastat. Co miesiąc dane podlegają dużym korektom. - Dane styczniowe też mogą być skorygowane. Za miesiąc może się okazać, że wcale nie było takiego silnego wzrostu eksportu - podkreśla ekonomista BZ WBK. Rewizja danych grudniowych pokazała, że eksport wyniósł 5,5 mld euro (a nie 5,3 mld jak wcześniej podano), a import ponad 6 mld euro (wcześniej 5,99 mld).
W styczniu, według wstępnych wyliczeń, import zamknął się kwotą prawie 5,4 mld euro. Ponieważ był mniejszy od eksportu, w obrotach handlowych mieliśmy nadwyżkę wynoszącą 158 mln euro, a w całym bilansie płatniczym deficyt w kwocie 72 mln euro (analitycy spodziewali się, że wyniesie prawie 200 mln euro).