W tym miesiącu inwestorzy powinni ostatecznie rozliczyć się z fiskusem z podatku od dochodów z zysków kapitałowych. Dla sporej części będzie oznaczać to konieczność zapłaty podatku, jako że skończyli rok na plusie. I ten podatek zapłacą, mimo że w poprzednich pięciu latach mogli regularnie do gry na giełdzie dopłacać. Ministerstwo Finansów uważa bowiem, że skoro do końca 2003 roku obowiązywało zwolnienie z podatku, to nie można strat z tego okresu odliczać od obecnych dochodów.
Jednak ta zasada może być sposobem na obniżenie podatku dla tych, których wcześniej zwolnienie nie dotyczyło. Chodzi o osoby, które dostały akcje od swoich przedsiębiorstw, odziedziczyły je lub dostały w darowiźnie oraz o osoby, które grały na kontraktach walutowych.
Instrumenty pochodne, oparte na notowaniach walut, były objęte podatkiem od zysków od zawsze. Nie do końca tylko było wiadomo, jak należy to traktować - czy jak dochód z kapitałów, czy jak prawo majątkowe. To rozróżnienie nadal istnieje. Inaczej pod względem podatkowym traktowana jest sytuacja, gdy inwestor kupuje i sprzedaje kontrakt, a inaczej - gdy kupuje instrument pochodny i czeka na fizyczną dostawę walut.
Ostatecznie resort finansów w swojej interpretacji przepisów uznał, że przychód z tych papierów należy traktować jako uzyskiwany z kapitałów pieniężnych. To otworzyło drogę do obniżania dochodu o straty i redukcji zobowiązań podatkowych.
Teraz też inwestorzy mogą stosować kompensatę. Jednak pod jednym warunkiem - inwestor wcześniej, przed 2004 rokiem, powinien poinformować urząd skarbowy o stratach. W przeciwnym wypadku urzędnicy fiskusa mogą uznać, że straty naprawdę nie było i nakazać zapłatę podatku. Z tego samego powodu urzędnicy Ministerstwa Finansów radzą, aby także teraz ci gracze giełdowi, którym się nie powiodło i zanotowali straty, złożyli mimo wszystko PIT do urzędu skarbowego. Będą mieli podstawę do odliczania strat w przyszłości.