W tej chwili chicagowska giełda, której historia sięga półtora wieku wstecz, działa jako instytucja typu non profit, tzn. jej głównym celem nie jest zarabianie pieniędzy, a jedynie organizowanie handlu. Giełda skupia członków, dysponujących "miejscami" upoważniającymi ich do bezpośredniego handlu na jej parkiecie.
Wczorajsze głosowanie w sprawie przekształcenia CBoT w spółkę akcyjną, w opinii komentatorów, miało być tylko formalnością. Zgodnie z propozycjami, przedstawionymi przez władze giełdy, po reorganizacji (ang. demutualization) każdy z pełnoprawnych członków otrzyma 27,3 tys. akcji nowo powstałej spółki. Odpowiednio mniej papierów trafi w ręce członków stowarzyszonych i o innym statucie. Równocześnie wszyscy członkowie (jest ich ponad 3,6 tys.) zachowają prawo do handlu z uwzględnieniem preferencyjnych opłat.
CBoT jest drugim co do wielkości rynkiem terminowym w USA. Pod względem liczby transakcji wyprzedza ją tylko lokalny rywal - Chicago Mercantile Exchange. Popularność obu giełd w ostatnich latach mocno wzrosła i praktycznie co roku biją nowe rekordy, jeśli chodzi o wolumen obrotów.
CME reorganizację ma już za sobą. Od 2000 r. jest spółką akcyjną, a od trzech lat jej akcje są w obrocie publicznym. Podobną drogą chce podążyć CBoT. Wiceprzewodnicząca Carol Burke w ubiegłym miesiącu na spotkaniu z członkami giełdy mówiła, że głosowanie na temat sprzedaży akcji na rynku pierwotnym może zostać przeprowadzone jeszcze w tym kwartale.
Mając na uwadze gwałtowny wzrost cen papierów CME (od upublicznienia zdrożały pięciokrotnie), wielu inwestorów wydało sporo pieniędzy na giełdowe miejsca na CBoT. W ciągu niespełna dwóch lat ich cena (ostatnio płacono za nie już 1,4 mln USD) poszła w górę trzykrotnie.