Rząd przyjął wczoraj projekt ustawy o dopłatach do ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. - Ministerstwa finansów oraz gospodarki nie zgłosiły żadnych uwag. Liczę, że teraz projektem ustawy szybko zajmie się Sejm - powiedział wczoraj Wojciech Olejniczak, minister rolnictwa. Jeśli się tak stanie, to jest prawdopodobne, że dopłaty będą wypłacane już od przyszłego roku, bo ustawa ma wejść w życie 30 dni od dnia ogłoszenia.
Obok kredytów?
Projekt zakłada, że ministerstwo rolnictwa będzie dopłacać do składek za dobrowolne ubezpieczenia upraw (m.in. zbóż, kukurydzy, rzepaku, ziemniaków, buraków cukrowych) od żywiołów (w tym suszy), a także zwierząt hodowlanych (bydła, koni, owiec, świń). Ten system ma zastąpić dotychczasową pomoc (dopłaty do kredytów klęskowych, zwolnienia podatkowe), na które przeznaczano z budżetu w ostatnich latach średnio 280 mln zł. - Zasady ich przyznawania były nieczytelne, nieprecyzyjne. Na tej pomocy korzystała często tylko wąska grupa rolników - uzasadniał W. Olejniczak.
W przyszłym roku będzie to kosztować podatników 50 mln zł. Tylko że choć zasady się nie zmieniły, to w porównaniu z poprzednim uzasadnieniem do projektu koszty budżetu "zmniejszyły się" o około 400 mln zł. Skąd ta różnica? - Szacujemy, że w przyszłym roku z nowych rozwiązań skorzysta 10-15% rolników - wyjaśniał minister. Czy w takim razie będą działały stare formy pomocy? - Liczę, że w ciągu dwóch lat nowy system zastąpi dotychczasowe rozwiązania - stwierdził.
Nie dostaną gotówki