Sześciu kolejnych świec z mniejszymi lub większymi czarnymi korpusami na wykresie WIG20 już dawno nie widzieliśmy. Z jednej strony jest to powód do pesymizmu, bo widać, że chętnych do kupna akcji największych firm nie ma ostatnio zbyt wielu. Z drugiej, można się w tym dopatrywać narastającego zniechęcenia inwestorów, które często zapowiada mocniejsze odbicie. Która z tych interpretacji jest bardziej prawidłowa?

Spore obroty papierami spółek, które wczoraj spadały - PKN, czy TP - wskazują, że w ich przypadku raczej nie można mówić o zniechęceniu. Notowania w dół popycha rzeczywista podaż. Podobnie negatywny wniosek płynie z obserwacji zachowania innych rynków w regionie. Co prawda, maleje znaczenie czynnika politycznego, ale nie wydaje się, by to on w dużym stopniu był przyczyną słabości walut i akcji w naszym regionie. Raczej chodzi o przesadzone oczekiwania co do tempa rozwoju tutejszych gospodarek.

Ciekawe jest to, jak szybko zmienia się opinia inwestorów na świecie na temat przyszłej polityki monetarnej Fed. Dopiero co trwała dyskusja nad zwiększeniem skali podwyżek stóp procentowych. Teraz wystarczył jeden uspokajający komunikat, by zaczęły się spekulacje o zbliżającym się końcu cyklu podnoszenia kosztów pieniądza. Reakcje rynków finansowych - skromny spadek kursu dolara, niewielki wzrost cen akcji i wyższa rentowność długoterminowych papierów skarbowych - przekonują, że na rozmowy o końcu podwyżek stóp jest jeszcze sporo za wcześnie. Jeśli rzeczywiście jest to prawidłowa interpretacja, to trudno liczyć, by emerging markets szybko wróciły do łask inwestorów.

Ta konstatacja jest kluczowa w obecnej sytuacji, gdyż krajowy kapitał będzie zapewne wykazywał w najbliższych tygodniach wyczekującą postawę. Zbliżające się duże oferty publiczne są mocną konkurencją dla rynku wtórnego. Wyniki spółek za I kwartał przynoszą w wielu wypadkach słabe wiadomości, co utwierdzi w przekonaniu, że i w II kwartale dobrze nie będzie. W związku z tym wiele wycen, które obecnie wyglądają atrakcyjnie, zmieni się na niekorzyść.