Wypowiedź Hubbarda była o tyle zaskakująca, że Biały Dom uchylał się w przeszłości od wypowiadania się na temat preferowanego poziomu cen ropy. Niemal natychmiast zdystansowano się od stanowiska doradcy. Jeden z przedstawicieli administracji powiedział Reuterowi, że Hubbard "teoretyzował", a Biały Dom doskonale zdaje sobie sprawę z obecnych cen rynkowych.
Na nowojorskiej giełdzie NYMEX za ropę trzeba płacić około 50 USD za baryłkę. To wciąż bardzo dużo, ale znacznie mniej od rekordowego pułapu 58 USD, odnotowanego w kwietniu. Średnia cena galona (3,78 l) benzyny osiągnęła wówczas poziom 2,24 USD. Obecnie, według Departamentu Energetyki, jest o 7 centów niższa.
Eksperci oceniają, że benzyna powinna obecnie tanieć. Udało się bowiem uzupełnić braki w zaopatrzeniu lokalnych rafinerii w surowiec. Analitycy Departamentu Energetyki przewidują, że ceny benzyny w okresie letniego szczytu zapotrzebowania na paliwo będą kształtować się w okolicach 2,10 USD za galon. Prognozy uwzględniają ostatni spadek cen ropy na światowych rynkach. To jednak wciąż o 26 centów na galonie więcej niż podczas ubiegłego lata. Analitycy oczekują zarówno dalszego wzrostu popytu na ropę, jak i jednoczesnej niewielkiej nadwyżki podaży, która umożliwi stabilizację cen na obecnym, wysokim poziomie.
Ekonomiści ostrzegają, że wysokie ceny paliw już zaczynają się odbijać na sytuacji gospodarczej USA. Dolary płacone przy pompie obciążają bowiem domowe budżety i zmniejszają środki, które można przeznaczyć na bieżącą konsumpcję. Wzrost cen paliw zwiększa także presję inflacyjną, zmuszając Rezerwę Federalną do zaostrzania polityki pieniężnej.